Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Obróbka kołków osikowych - kurs dla zaawansowanych
Nawaar:
- No to idziemy.
Powiedział, kiedy armia krasnoludów dołączyła do nich. Mauren pewniej złapał swoją kuszę i normalnym krokiem, wszedł do tunelu wraz z armią brodaczy i Adamusem. Ciemnoskóry wiedział, że niektóre wampiry mają nad wyraz wyczulone zmysły i są na tyle szybkie, że odbiją jego pocisk, ale da to czas innym na jego wykończenie, o ile w ogóle będzie miał okazję do oddania strzału, bo jak zeskoczą ze stropu albo, zaleją ich jak karaluchy to raczej nie będzie czasu i możliwości na zrobienie czegokolwiek. Nawaar żałował teraz, że nie wziął ze sobą mikstur, których zawsze używał koci wzrok byłby tutaj doskonałym środkiem zapobiegawczym, także plując sobie w brodę, rozglądał się troszkę nerwowo po całym tunelu.
Rikka Malkain:
Rikka zmarszczyła nosek. Śmierdział to Kazmir, Egbert i reszta tej gromady. Niemniej jednak wiedziała o co krasnoludowi chodzi. Sama też zaczynała się robić niespokojna. Zatrzymała się na chwilę i gestem dała znak pozostałym by zrobili to samo. Przeszli już pewien kawałek, a przeciwnika dalej ani śladu. Wampirzyca szybko zwilżyła językiem wargi i oparła ostrze katany o bark. Była niezadowolona.
-Kazmir, mocno oberwaliście w mieście? Ilu było napastników?
Być może buntownicy postanowili zmienić swoje leże, ale przed przeprowadzką postanowili jeszcze pożegnać się z hukiem. Albo, co nawet bardziej prawdopodobne, atak na Ekkerund miał służyć jedynie odwróceniu uwagi. Jeśli tak, to plan rebeliantów się udał.
//Przeszliśmy już kilometr?
Kazmir MacBrewmann:
Obie grupy przeszły spokojnie kilometr. - Hmm, oddział Tyrra zabił bądź ranił ze czterdziestu. Inni podobnie, więc z dwustu? Wielu spierdoliło. Były cztery eksplozje, jedna przy Banku siem nie udała, bo to jebana twierdza... O kurwa. No tak. - Idziemy tędy. Poznaje ten tunel. Prowadzi pod Bankiem. Powiedział pokazując skręt w prawo.
Adaś:
Ciemne tunele w których mogą się czaić wrogowie, nie sprzyjają poczuciu komfortu. Bo tak nazwałbym uczucie jakie we mnie było. W końcu jak wiadomo, nikt nie lubi się czuć jak zwierze prowadzone na rzeź, z tą różnicą że możliwe że my wchodzimy do tej rzeźni na własne życzenie.
Zawołałem jednego z krasnoludzkich oficerów i powiedziałem do niego i do Nawaara.
-Podzielmy się na dwie grupy i idźmy w szeregu przytuleni do ścian. Nie ułatwiajmy im w ewentualnym strzelaniu byle gdzie, byle przed siebie.
Następnie wyciągnąłem piersiówkę i zrobiłem szybkiego łyka.
Narrator:
Idąc dalej Adaś i reszta kompanii poczuli zapach zupy... jakby rosół. Przed nimi zaś była grota.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej