Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Obróbka kołków osikowych - kurs dla zaawansowanych
Rikka Malkain:
W głowie Rikki mignęło wspomnienie z bitwy o most na Amertodonie. To był chyba ostatni raz kiedy dowodziła jakimś oddziałem, normalnie wolała pracować solo lub z niewielka grupą kompanów. Wtedy miała pod sobą jakieś dwa tuziny wampirów, zaś teraz szła z setką krasnoludów. Być może brodacze nie podlegali jej bezpośrednio, ale przez wzgląd na jej zdolność widzenia w ciemnościach i znajomość tuneli to ona będzie musiała ich poprowadzić. Niezbyt uśmiechało jej się maszerowanie w pierwszym szeregu i narażanie życia dla dobra krasnoludzkiego miasta, ale czego się nie robi dla królestwa. Wszak szlachectwo zobowiązuje. Co zabawne, to będzie już drugi raz kiedy naraża skórę za Ekkerund. Poza tym, gdyby próbowała wymigać się od pomocy to z miejsca zostałaby oskarżona o współpracę z rebeliantami. Drago byłby rozczarowany.
-Kazmir, twoi przyjaciele są gotowi? Egbert?
Wielkiego Bękarta kojarzyła z którejś z wypraw. Podobnie jak Kazmir zwykł kręcić się koło Melkiora. Na tle tych wszystkich krasnoludów wydawał się być jeszcze większy, co wyglądało naprawdę groteskowo. Nie czekając na odpowiedź wampirzyca obnażyła swoją tinirletańską katanę i ruszyła spokojnie w stronę wejścia do tunelu. Po chwili wolną ręką chwyciła za jedną przyczepionych do jej pasa buteleczek. Otworzyła fiolkę zębami i duszkiem wypiła całą zawartość. Świt zbliżał się wielkimi krokami, czuła to w kościach, jednak zastrzyk krwi powinien zapewnić jej możliwość walki dopóki słońce naprawdę nie wstanie.
//Tracę: Fiolka wypełniona 0,25l krwi barghesta
Egbert:
Egbert poprawił uchwyt na kuszy i podążył za wampirzycą. W przeciwieństwie do Kazmira cieszył się, że mają kilku krwiopijców po swojej stronie. To na pewno zwiększy ich szanse. Pod ziemię najemnik schodził niechętnie. Był jednak typem żołnierza, który poszedłby walczyć i do Otchłani, jeśliby tylko otrzymał taki rozkaz. Ta walka będzie nietypowa. Ograniczona widoczność, stosunkowo niewielka przestrzeń, dźwięki odbijające się od granitowych ścian. Ale walka to walka, a robotę należało wykonać. Pewnej otuchy dodały też Bękartowi słowa wampira, z którym rozmawiał komandor. "Nie są oni żołnierzami, lecz wojownikami." Egbert wierzył w siłę regularnego wojska. Dobrze dowodzony i zdyscyplinowany oddział idący zwartą formacją powinien na starcie mieć dużą przewagę nad niezorganizowaną hołotą. Nawet jeśli ta hołota składała się z urodzonych zabójców.
Adaś:
-Ta wysadzić, ale by wrzało po tym.-Podsumowałem relację Nawaara i spojrzałem w centrum groty. Właśnie do nas zmierzał wyznaczony oddział krasnoludów. Kiwnąłem na nich ręką żeby szli od razu za nami i zwróciłem się do maurena:
-Chodźmy już powoli.
Rikka Malkain:
Rikka szła jako pierwsza. Niespiesznie. Wykuta przez Cadacusa katana dobrze leżała jej w dłoni. Wampirzy słuch powinien w porę ostrzec ją przed potencjalnym zagrożeniem. W każdej chwili była gotowa do odbicia wystrzelonych w jej stronę bełtów. Póki co jednak żadne nie nadlatywały. Mieli tu na dole niezłe przeciągi, więc strumienie powietrza co rusz bawiły się kosmykami jej rudych włosów. Tymi, którym udało się wymsknąć z jej misternie wiązanego końskiego ogona. Na szczęście, chłodne powiewy wcale jej nie przeszkadzały, bo nie odczuwała zimna jak przedstawiciele innych ras. Jej wnętrze rozpalała wypita przed chwilą krew. Dzięki niej jej ciało przez pewien czas będzie ciepłe, zaś cera będzie miała mniej blady, niemal ludzki odcień. Oczy wampirzycy błyskały w ciemnościach wściekłą żółcią, podczas gdy jej wzrok bez przeszkód penetrował najbardziej zacienione zakamarki korytarza. Jeśli buntownicy faktycznie tu są, wkrótce spotkają się z Malkain i jej krasnoludzkimi towarzyszami. Rikkę ciekawiło, czy znajdzie wśród rebeliantów jakieś znajome twarze. Znała kilku wampirów, którym nie w smak było bliskie sąsiedztwo krasnoludów, oraz rządy Dragosaniego. Jej sympatie względem nich nie miały już jednak większego znaczenia. Jeśli byli na tyle głupi by stanąć przeciwko Valfden, to zasługiwali na śmierć. Królestwo przetrwało już kilka wojen, w tym jedną przeciwko legionom demonów. Poradzi więc sobie i z tym lokalnym powstaniem. Faktem było, że nieśmiertelni na Valfden nie zawsze mieli łatwe życie. Ale nie da się zmienić tego stanu rzeczy mordując klechów, czy wysadzając kanalizę krasnoludom. Ktokolwiek stał za tym wszystkim nie miał pojęcia o polityce. Był wampirem myślącym jak bestia. Stąd Rikka nie zdziwiłaby się, gdyby problem ten miał swoje źródło w Revar. Za wszystkim mógł stać jakiś na wpół zdziczały samozwańczy lord, chowający się w którejś z opuszczonych górskich fortec. Sprawa Revar była cierniem w boku królestwa już od tak dawna, że niektórzy zaczynali wątpić czy kiedykolwiek uda się przywrócić tam cywilizację. Jej samej problem ten dotyczył bezpośrednio. To na jej ziemiach leżał Fort Numenoru, siedziba Zgromadzenia Cienia, a wcześniej pierwszego Sabatu Wampirów. Po raz kolejny poprzysięgła sobie, że za jej życia Revar zostanie oczyszczone. Były czasy, kiedy nie obchodziło ją dawne dziedzictwo. Krótki czas spędzony z Cadacusem wystarczył jednak by zaszczepić w jej głowie wizję nowego ładu na Północy. Postanowiła wrócić tam tego Hemis.
Kazmir MacBrewmann:
Kazmir zaś ochłonął, tak że mógł skupić się na dowodzeniu i nie daniu się zabić. Tunele... ich przestronność i architektura budziły podziw i zdumienie, no bo po cholere żyć pod ziemią gdy jest się smokiem? Tak, draconi zadziwiali krasnoluda. Po drodze mijali sterty kurzu kamieni i ślady bytności istot inteligentnych, ale jedynym wampirem cały czas była Rikka. Uciekli? Czy też szykują zasadzkę za zakrętem? Nie, nie szykowali. - Coś mi tu śmierdzi...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej