Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skryć się przed słońcem

<< < (49/59) > >>

Imago:
Po czas marszu czujne oczy wampira wychwyciły wejście do jaskini. Było daleko, ale nawet z tej odległości Imago mógł zauważyć siedzącą obok wejścia postać. Szturchnął Drago, wskazał wejście do jaskini.
- Też to widzisz? -Zapytał drugiego wampira.

Kenshin:
Wszyscy opuścili obóz, idąc krok w krok za Quinnem, w kierunku północy. Ork na szczęście posiadał ciepłą odzież, bo im bardziej kierowali się ku grotom tym, robiło się chłodniej i śniegu powoli, przybywało i tylko sprawne młodzieńcze oko, dostrzeże ślady zwierząt. Przejście kawałek terenu trochę im zajęło, ale w końcu na horyzoncie zaczęły majaczyć groty, o których wspominali mieszkańcy Progów, także są już kilka kroków od przeznaczonego celu.

Dragosani:
Drago zatrzymał się, gdy tylko zbliżyli się do jaskiń. Dyskretnie wyjrzał zza drzewa.
- Tak - odpowiedział szeptem do Imago. - Jeden humanoid. Pewnie wampir. I to akurat tam gdzie może jest nasz cel, co za przypadek. Quinn, coś wytropiłeś? - zwrócił się do elfa.

Dragosani:
 <ignorant>

Postać przy jaskini wstała i jakby zainteresowała się miejscem, gdzie znajdowała się drużyna. Może coś usłyszała. - Czekajcie tu - szepnął Dragosani. I poszedł. Skierował się w stronę jaskini i tajemniczej postaci, ujawniając się jej. Idefix, który przecież cały czas był z drużyną i Drago o nim wcale nie zapomniał (!) pozostał na miejscu. Drago szedł pewnym krokiem, jakby sam był wampirem z północy, jakby był w domu. W sumie, dla króla, każdy skrawek królestwa był domem. Postać przy jaskini ruszyła w jego kierunku. Z jaskini wyszły jeszcze dwie inne. Nie były pewne nowego przybysza, no ale przecież był wampirem. Chciały go sprawdzić. Zbliżyli się do Draga mniej więcej w trzeciej części odcinka między drużyną łowców a jaskinią. W ten sposób, że bliżej było do jaskini. To co się potem wydarzyło umknęło uwadze łowców. Imago, jako wampir o wyostrzonych zmysłach, również miał problemy ze zrozumieniem co się właściwie stało. Dragosani zaatakował. W mgnieniu oka powalił dwóję wampirów, krótkim ostrzem sztyletu przebijając ich czaszki co wykluczyło ich z walki, przynajmniej na jakiś czas. Trzeciego powalił, przycisnął do ziemi i wgryzł się w niego, spijając krew. Po chwili skończył i metodycznie upewnił się, że wampiry już nie wstaną, pozbawiając ich głów. Machnął ręką do drużyny, coby podeszli. Ponownie zainicjował przemianę, tym razem częściową. Ograniczył się do szponów, nie wytwarzając skrzydeł i kłów. Gotował się do walki.

Vulmer:
Vulmer podszedł, nie zdążył nawet mrugnąć.

// :( Wybacz  brak weny

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej