Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tyrr i jego pieniądze
Narrator:
Watu owszem zdążył sięgnąć katany, zdążył nawet przebiec te trzynaście metrów ale jego mecz utkwił w drewnianej kuszy. Zły kąt i za mała siła. Bandyta wyszarpnął ją razem z kataną, w tym samym czasie pozostali trzej otoczyli go i swoimi sztyletami zadali mu dziesięć ciosów sztyletami w plecy i boki. Watu padł na ziemię ranny. Bandyci zaś okradli cię i uciekli
//Otrzymujesz 10 średnich ran kłutych o głębokości 10cm. Tracisz całą broń i grzywny.
Hagmar:
- Kurwa. Syknął gdy głównym wejściem wybiegł Ingmar i jego ludzie, jeden niósł katanę. A więc Watu spierdolił sprawę, Hagmar był wściekły. Pewnie nie żyje. Nawet nie poszedł sprawdzić, Kruki to nie kółko wzajemnej adoracji, gdy coś idzie nie tak każdy dba o siebie. I to była właśnie taka sytuacja. Hagmar miał totalnie w dupie że Watu tam może się wykrwawiać. Poszedł w stronę tawerny.
Narrator:
Watu prawie stracił przytomność, ale zdołał wypełznąć przez otwarte frontowe drzwi. Dopiero tam zemdlał. Obudził się gdzieś. Na łóżku, obandażowany, w małym pokoiku w którym po za łóżkiem był stolik i krzesło oraz lampa oliwna. Do pomieszczenia wszedł starszy lekko siwy mężczyzna.
- Ocknąłeś się, to dobrze.
Rengar:
- gdzie ja jestem? - zapytał obolały kruk
Narrator:
- W moim domu, i przy okazji prywatnym szpitaliku. Ja jestem Josze, a ciebie znalazła Świszcząca Zośka, kurwa z Morskiej Muszelki. A że wie że mam miękkie serce i pomagam tutejszej biedocie za darmo to z pomocą ludzi Kapitana Hawkinsa cię tu przyniesiono. A to on i jego ludzie są tutaj "strażą miejską". Ale ty nie jesteś stąd, więc będziesz mi musiał jakoś zapłacić. A raczej Hawkinsowi, bo to on dostarcza mi leki, za które nie płacę. Ale Hawkins dużo ryzykuje. Postawił na stole napar z maku leczniczego i rosół. - Wypij jakby bardziej bolało. Wskazał szklankę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej