Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tyrr i jego pieniądze
Rengar:
-Chyba pora działać powiedział do Hagmara i ruszył do bandytów. -Panowie, spokojnie, jest jakiś problem ?
Hagmar:
Raczej nie słyszeli, a Hagmar już był blisko walczących. Na tyle by z czterech metrów rzucić dwoma nożami w plecy jednego ze zbirów. Oba wbiły się w jego plecy i człowiek wypieprzył się na ryj. Tracąc przytomność z bólu, bo żył. Coś takiego go nie zabije. Od razu. Jeden z atakujących zobaczył kruka, o to chodziło, o odciągnięcie ich od człowieka Ingmara. Hag miał już w dłoniach następne dwa noże, pierwszym rzucił i trafił w prawe udo. Bandzior się zachwiał i upuścił sztylet. Hagmar dokończył dzieła podbiegając i dźgając w szyje. Juchy było sporo. Wyszarpnął nóż z uda. Został jeszcze jeden. Pozostali goście patrzyli tylko z zainteresowaniem.
Rengar:
Więc ostatni został dla Watu. Dobył on swej katany zza pleców jednym ruchem sprawił że katana znajdowała się już przed nim gdzie zacisnął na niej swoje dłonie. Pospiesznie zbliżył się do napastnika który to nie spodziewał się ataku z tej strony, bardziej zwracał uwagę na Hagmara który rozprawił się z jego kumplami, więc i nie miał czasu zorietować się że ktoś inny chce się z nim rozprawić. W ostatniej chwili, tuż przed bandytą Watu że postawił stopę, przez co deska zaskrzypiala. Niby nic szczególnego, w tawernie u Hektora zazwyczaj hałas był dość duży, jednak w tamtej chwili wszystko zdawało się ucichnąć, tak jakby wszyscy byli zainteresowani działaniami kroków. Właśnie ten cichy dźwięk dobiegł do uszu agresora, co spowodowało zaskakująca reakcję, mianowicie chciał zablokować cios farmakologa który to wyprowadzony był od góry ku podłodze swoim mieczem. Mężczyzna jednak nie spodziewał się jak ostra potrafi być krucza katana, ostrze wbiło się w miecz przeciwnika, a po przyłożeniu odrobiny siły przez kruka miecz roztrzaskał się na dwie części, jedną została w dłoni a druga wylądowała na drewnianej podłodze pozostawiając po sobie metaliczny dźwięk w chwili której ostrze przecinało głowę mężczyzny od czoła aż po brodę, pozostawiać twarz w dwóch kawałkach. Zanim katana została zatrzymana a mężczyzna zdążył upaść, ostrze przecięło jeszcze klatkę piersiową. Chwilę później bandzior padł na deski obok swojego złamanego ostrza które to miało go ochronić, a teraz dochodziła do niego kałuża krwi.
Hagmar:
Hagmar zebrał swoje noże z pleców nieprzytomnego bandyty, i zupełnie przypadkiem naruszył przy tym tętnicę. Góral już miał uciekać ale Kruk był szybszy. Cios pięścią w ryj go oszołomił i rozbroił. Hag chwycił go za fraki i wyprowadził na zewnątrz. Kochał to miasto, wszyscy mieli w dupie co się dzieje. Zaciągnęli typa do zaułku. Tam Hagmar uderzył go dwa razy w brzuch.
- Kurwa... o co cho... Hagmar nic nie mówił, od tego był Watu.
Rengar:
Po uderzeniach w brzuch mężczyzna trochę się zgiął co było na rękę jeśli chodzi o negocjację. Watu przycupnal przy mężczyźnie na tyle blisko by pokazać że się nie boi żadnych broni, a pozatym miało to również taki cel z ciężej będzie wykonać mu zamach kiedy przeciwnik jest tuż przy nim. - Dobra, widziałeś do czego jesteśmy zdolni więc bardziej zastraszać cię już chyba nie musimy - mówiąc to wyciągnął sztylet który miał u pasa i zbliżył do twarzy mężczyzny - Powiedz grzecznie gdzie są pieniądze i gdzie jest ingmar ? zapytał Watu przezdzajac sztyletem po szyli złodzieja
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej