Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Przeprawa łowcy - Kenneth
Rowan:
Śmiertelnie ranny niedźwiedź zakołysał się raz, drugi, spróbował utrzymać równowagę, jednak rany i upływ krwi na to nie pozwoliły, wkrótce bestia padła na ziemię. Przez chwilę nic się nie działo, potem jednak ciało potwora rozmyło się zauważalnie, jak gdyby jego esencja go opuszczała. Chwilę później jaskinia rozjarzyła się upiornie niebieskim światłem i ponownie wypełnił ją ryk, a ponad niedźwiedziem stał najwyraźniej jego duch, rycząc co sił w jego duchowych płucach. Moment później zniknął, pozostawiając po sobie jedynie szczątki niedźwiedzia, leżące na ziemi.
Kenneth:
-Walczyłeś dzielnie bracie
Powiedział na głos Kenneth obserwując opuszczającego ciało ducha. Wśród orków śmiertelni wrogowie stają się braćmi po walce. Jest to wyraz kultury i tradycji głoszącej, że jedynie walka pozwala na zrozumienie, a walka na śmierć i życie zrozumienie absolutne. Chyba tylko ta tradycja pozwalała na krótkie i chybotliwe sojusze między wiecznie skłóconymi klanami. Przykąkł przy głowie niedźwiedzia, jedną ze strzał naciął sobie skórę na kciuku, wycisnął trochę krwi, zmieszał z krwią niedźwiedzia i wyrysował symbol swojego klanu na głowie niedźwiedzia, a potem uproszczoną głowę niedźwiedzia na własnym ramieniu. Miejsce na nowy tatuaż.
- Obiecuję ci rewanż, kiedy spotkamy się ponownie w domu przodków. Wtedy ty będziesz mógł wybrać broń którą mam walczyć
Powiedział nad ciałem zdając sobie sprawę z tego, że wygrał tylko dzięki dystansowej broni. Z bliska niedźwiedź rozdarłby na strzępy nawet jego wielkie ciało.
Skupił się na słuchu. Nic. Ale może to adrenalina hucząc mu w uszach zagłuszała bardziej subtelne sygnały.
Czas zdecydować co dalej. Po pierwsze. Posiłek zwycięzcy. Kenneth usiadł przy ciele niedźwiedzia. Zaklął. Jak mógł wybrać się na polowanie bez sztyletu. Westchnął i wyrwał strzałę czaszki drapieżnika. Drzewiec złamany. I tak nie nada się do niczego więcej. Korzystając z bocznych krawędzi grotu, naostrzonych by przecinać się przez pancerz wykonał długie cięcie od gardła aż po podbrzusze. Ułożył wnętrzności na jednym zgrabnym stosie, następnie rozchylił z miłym chrupnięciem żebra. Odciął serce, ocenił jego wielkość. Bez wątpienia serce wojownika. Wgryzł zęby w mięsistą tkankę. Orkowie jako fundamentalnie mięsożerne istoty nie mają problemów nawet z jedzeniem padliny. Świeże mięso to idealna przekąska. Nie za dużo by czuć się ociężały, ale dość by zabić nieprzyjemne ssanie. Kiedy skończył posiłek zaczął rozważać rozebranie niedźwiedzia na składniki. Później. Najpierw musi mieć pewność, że jest bezpieczny. Wstał z ziemi, podniósł łuk i wyciągnął strzałę. Dalej nie rozwiązał zagadki iluzorycznego lisa. Jeśli niedźwiedź był kontrolowany przez maga, ten myśli pewnie, że niedźwiedź dokonał dzieła i teraz posila się orkiem. Na samą myśl ogarnęła go złość. Myśl, że ktoś skorzystał z tak dumnego i wspaniałego wojownika jak ów niedźwiedź by chronić swoje przestraszone dupsko była nie do zniesienia. Opanował chęć zaszarżowania z rykiem w dół. Odetchnął, uspokoił serce, ale nie zapomniał uczucia. Powoli, uważając na każdy krok ruszył dalej w dół groty. Gdyby zobaczył go teraz człowiek o słabym duchu, bez wątpienia po prostu opuściłby swoje ciało. Ork cały ubrudzony od świeżej krwi, włącznie z twarzą i zębami, świeży symbol wyszczerzonego niedźwiedzia na przedramieniu. Łuk w rękach. Ogień gniewu w oczach.
Rowan:
Zanim zszedłeś głębiej do jaskini zatrzymał cię krótki gwizd. Za tobą stał myśliwy z Gildii, Rowan. Ten sam elf który zlecił ci udanie się do lasu.
- Smakowało? - zapytał z rozbawieniem, patrząc na rozprutego niedźwiedzia i brak serca, jak również na ślady krwi na twoim ciele - Widzę że znalazłeś to co znaleźć miałeś. Chodź na zewnątrz.
Kenneth:
Kenneth wrył pięty w ziemię. Rowan. Odetchnął. To był test? Z trudem powstrzymał gniew. Szał berserkera wciąż gotował mu się w żyłach. Myśl, że walka była ustawiona, albo, że doszłoby do interwencji na jego korzyść była więcej niż bolesna. Na szczęście dla wszystkich zainteresowanych, nie był już młodzikiem. Umiał kierować swoim gniewem. Całkowicie zignorował uwagę o smaku. Żaden trawojad tego nie zrozumie
- Na dole tej groty, może być coś albo ktoś kto nas zaatakuje od tyłu, wcześniej omamiło mnie iluzją. Chciało, żebym wpadł na tego niedźwiedzia nieprzygotowany
W miarę gdy Kenneth dzielił się tymi uwagami orientował się, jak bardzo są bez sensu. Długouchy łowca na pewno wiedział o tym terenie więcej niż on, a jego zmysły z pewnością wychwyciłyby potencjalne zagrożenie. Nim Rowan odpowiedział Kenneth zdążył machnąć ręką i powiedział tylko
- Pozwól, że najpierw oprawię zwierzynę. Przyda mi się te kilka groszy za skórę i kły, a nie widzi mi się łażenie góra dół do jakiejś groty niczym krasnal
Rowan:
- Oczywiście, to twoja zdobycz, masz do niej pełne prawo - skinął głową Rowan, który jadał także i dziczyznę, nie tylko trawę i ruszył w stronę wyjścia z jaskini - Poczekam przy wyjściu. Zapewniam że nic ci już tutaj nie grozi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej