Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemniczy nieznajomy i jego propozycja
Rengar:
Podszedłem do kolejnych drzwi zważając na możliwe zasadzki, stąpałem po kurzu który nawet delikatnie amortyzował skrzypienie drewnianej podłogi, początkowo standardowo sprawdziłem wpierw czy będzie konieczność użycia wytrycha i otworzyłem je jak normalny człowiek.
Imago:
Drzwi otworzyły się normalnie, bez problemów. Prowadził do małego przedsionka, w którym znajdowały się schody prowadzące na górę. W pomieszczeniu był ktoś. Imago. Widząc otwierające się drzwi wziął do ręki oriona, gotów w każdej chwili go rzucić. Widząc jednak, że to Watu, schował go.
- Góra czysta. Z dołu widziałem kilku paserów, kilku ochroniarzy. Mają zakładników, nie wiadomo tylko po co. Wiem też, gdzie mają sejf, podsłuchałem ich.
Rengar:
-Stary, dobra robota !
Pochwalił Watu.
-Ja zdołałem tylko otworzyć drzwi, no ale jak by nie było zrobiłem nam drogę do ewentualnego wycofania czy też wyprowadzenia zakładników. Jaki więc mamy plan ? Ja nie jestem w stanie walczyć w ciemności.
Szeptał wciąż człowiek.
Imago:
- Na szczęście dla Ciebie, jest tam jasno - odpowiedział. - Nie wiem jak dla Ciebie, dla mnie zakładnicy to priorytet. Mogę ich na odszukać na słuch. Uwolnimy ich, wybijemy resztę i dopiero wtedy wypuścimy. Chodź - odpowiedział. Wszedł na schody i przeszedł nimi na piętro głównej hali magazynu. Piętro nie było dobrze oświetlone, ale parter był, dzięki czemu oni pozostawali niewidzialni dla wrogów, sami mogąc ich dojrzeć. Na środku był duży stół, przy którym siedziała spora grupa mężczyzn. Imago prowadził tak. a żadna deska na szczęście nie zaskrzypiała. Dotarli do małego uchylonych drzwi, z których słychać było rozmowę.
- Przestań beczeć, dziwko, bo Ci przywalę! - warknął jakiś głos. Imago ustawił się przy jednym z progów. W jedną dłoń dobył noża, w drugą orion. Orion miał osobliwy kształt, nietoperza z rozpostartymi skrzydłami. Skinął na Watu i na drzwi. Można było zajrzeć do środka.
Pokój był mały, miał dwa na trzy metry. Były tam trzy skrępowane osoby, w tym szlochająca brunetka i dwójka dzieci. Wszyscy zakneblowani. Prócz tego, trzech przeciwników. Jeden z kuszą, dwóch z mieczami i nożami. Jeden z nich podniósł otwartą rękę do ciosu w kobietę.
Imago skinął do Watu raz jeszcze, po czy, wpadł do środka. Wpierw cisnął orion, prosto w dłoń tego, który się zamachnął. Oprawca ryknął, cała trójka zerwała się. Dwóch złapało za mieczę(w tym ten ze zranioną reką), jeden zaczął nakładać bełt na kuszę.
2x zbój
1x kusznik za parę sekund skończy nakładać bełt, kusza jest naciągnięta
Rengar:
Watu od początku znał różnice sił pomiędzy nim a Imago, w sumie ten wampir pewnie poradził by sobie z tym sam. Jednak co jeśli nie zauważył że kusza była już napięta i w każdej chwili może zostać oddany strzał ?
Watu rzucił się na kusznika z gołymi pięcioma gdyż pomyślał że nie ma czasu wyciągać broni, szarżując Watu wykonał prosty kopniak prosto w dłonie pasera, kusza wyrwała mu się z rąk tuż przed oddaniem strzału. Prawdopodobnie nie mierzył jednak w wampira a o dziwo w zakładników, może dzięki temu udało się bez stratnie pozbawić chociaż jednego z wrogów narzędzia śmierci. Podłoga skrzypiała podczas całej szamotaniny tak jakby za chwilę miała spaść. Kusznik złapał za miecz przy pasie, chcąc go natychmiast dobyć, i pewnie by mu się to udało gdyby nie ukryte ostrze, którego nie zauważył, a było już w jego szyi. Chwila nieuwagi wroga, ta chwila w której sprawdzał czy ma w pochwie broń kosztowała go życie, gdyż Watu bez wahania wykorzystał ten jeden jedyny moment na szybkie pozbycie się wroga.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej