Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Potrzymaj mi piwo - Czyli samobójcza zapewne misja na Ignis Terra
Kazmir MacBrewmann:
- Czas minął! Ryknął strzelając do nacierających wojowników. Jeden strzał, jedna śmierć. Szkoda tylko bełtów z czarnej rudy. - Mirzak odpływamy! Krzyknął po 50 chłopa ruszyło do szturmu...
100m od sratku - 50x https://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Bandyta_%C5%82ucznik
Mirzak aep Rothgar:
Nie trzeba mu było powtarzać, pociągnął za linę i jedyny żagiel Betsy opadł, wprawiając kogę w ruch. Kilkanaście strzał przefrunęło w jego pobliżu. Wiele uszkodziło maszt a inne wbiły się w elemety kadłuba. Uciekali. Pobiegł na rufę gdy złapali wiatr i oparty k balustradę strzelił z przygotowanej wcześniej kuszy w stronę tłumu. Kogoś napewno trafił. Statek zaś płynął przed siebie, w morze.
DarkModders:
I szli tak całą noc. W dzień, upiorny skwar lejący się z nieba zaś w nocy przeraźliwe zimno. Dla stałocieplnych ludzi nie była to żadna nadzwyczajna rzecz lecz jaszczuroludzie różnie sobie z tym radzili. Jednak na jednorękim nie robiło to już wrażenia. Długie lata wojaczki, był już mocno zaprawiony w nieprzyjaznych warunkach. W dalszym ciągu jednak zdawał sobie sprawę, że kiedyś może zamarznąć. Starał się jednak nie dopuszczać tego do siebie.
Ich przemarsz przerwał monotonny szum morza. Morskie fale, odbijające się w blasku księżyca, koiły rozkołatane nerwy nie jednego człowieka. Tutaj, na szczęście, wszyscy byli opanowani. Ciągle coś mu w głowie podpowiadało, że raczej skończy się to wszystko fiaskiem.
Wracały wspomnienia. Szedł jakby w letargu zatopiony w starych powracających obrazach. Wszystkich bitwach, wypraw, które przeżył i jak też to wszystko rozpoczynał. Czuł się jak jakiś stary weteran, wyrzutek społeczny. Przypomniał sobie nagle jak wiele stracił wyruszając na wojnę z Białą Hordą. Zatrzymał się na moment i spojrzał w stronę morza. Fale majestatycznie rozbijały się o kamienistą plażę.
Uniósł dłoń w jej stronę i spoglądając nań zacisnął ją.
- Nie dam się tym skurwysynom zgnieść. Za daleko już zaszedłem. Czas wreszcie zakończyć tą paskudną wojnę raz na zawsze.
To powiedziawszy zasyczał złowrogo i powolnym krokiem dołączył do reszty wojowników. Teraz wreszcie czuł, że żyje.
Melkior Tacticus:
- Tak? Torstein dał im klan Węża na złotej tacy. Bo chaos po śmierci Chana na pewno wykorzystają do podbicia tych terenów. Na prawdę myślisz że król wyśle tu wojsko bo napadnięto jedno miasto i wieś? Mówił gdy szli plażą na zachód. Było zimno, z 10 stopni. Przeziębią się ba pewno. - Poczekaj aż skończe sprawy Vrih i stanie się ono marchią. Wtedy będę mógł ci pomóc. A teraz? Bękartów jest za mało by walczyć z całą Hordą. 400 ludzi stacjonuje w Flamingu na Vrihok. Na Valfden jest jakieś 1600 naszych. A przecie nie wyśle wszystkich. No i nie mam czym tylu na raz przeżucić.
DarkModders:
- Gdyby Torstein się nie wpierdolił między wódkę a zagryzkę, to byłoby wszystko w porządku. - mówił poprawiając swój oręż przy pasie. Morska bryza owiewała ich zziębnięte ciała. - Król nawet nie kiwnie palcem, to nie jego włości. Ignis Terra, to inna bajka. Co do mnie, to jakoś sobie poradzę w międzyczasie. Na pewno nie będę siedział z założonymi rękami i czekał na twoją pomoc, Melkiorze. Dzięki jednak za propozycję, na pewno z niej skorzystam kiedy wszystkie sprawy ułożą się jak trzeba.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej