Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wielki Bazar

<< < (2/17) > >>

Rikka Malkain:
Dzieciaki wyraźnie się speszyły. Wyglądały na trochę zakłopotane, jakby nie bardzo wiedziały co odpowiedzieć.
-Oddajemy pieniądze naszym rodzicom.- Odpowiedziała jedna z dziewczynek. -Ja oddaję bratu Albertowi, bo on nam zawsze daje jedzenie.- Zawołał któryś chłopiec, ten który wcześniej krzyczał że jest sierotą.


Rengar:
Wygląda na to że przeczucie mnie myliło, to żadna szajka.
Ruszam dalej w stronę wielkiego bazaru by tam się rozglądnąć.
-Rozumiem, trzymajcie się dzieciaki.
Powiedziałem na odchodne.

Rikka Malkain:
-Dziękuję panie!- Krzyknął za tobą któryś z dzieciaków. Twoja dalsza droga przebiegła bez zakłóceń, nikt więcej cię nie zaczepił. Dotarłeś do dzielnicy handlowej. Cała ta cześć miasta to tak naprawdę zbiór dziesiątek przylegających do siebie targowisk. Najbardziej imponującym z nich wszystkich jest jednak kryty plac, pełniący rolę centrum handlu. Powstał, gdy władze miasta nakazały wybudowanie olbrzymiej hali, w której zamorscy kupcy mogliby sprzedawać swoje towary nie zważając na warunki pogodowe. Prywatni przedsiębiorcy bardzo szybko zaczęli kopiować ten pomysł i tworzyć wokół hali swoje własne, małe hale. Z czasem budynki zaczęto łączyć, co doprowadziło do powstania przedziwnego tworu. Obecnie, kryty plac mieści w sobie dziesiątki różnorakich sklepów, karczm, a nawet kilka niedużych świątyń, parków i fontann. Kupić tutaj można praktycznie wszystko, bowiem to tu dokonywana jest większość transakcji handlowych. Naturalnie, kupcy i sklepy przyciągają złodziei tak jak światło przyciąga ćmy. Przestępczość jest więc tutaj sporym problemem. Wszędzie roiło się od ludzi. Niezliczeni kupcy zachwalali swoje towary krzycząc na cały głos, a dookoła kręcili się potencjalni nabywcy. Były ich całe tłumy i niektórzy wyglądali na naprawdę bogatych. Dostrzegłeś też kilku strażników miejskich, jednak z pewnością było ich zbyt mało by mogli upilnować cały ten chaos. Wielki Bazar był miejscem wprost idealnym dla wszelkiej maści kieszonkowców. Póki co jednak żadnego nie spostrzegłeś.

Rengar:
Dziwnym było by jeśli napotkałbym się na kieszonkowców, jeśli by się tak marnie ukrywali wpadli by straży
Subtelnym ruchem dłoni odsłaniam sakiewkę, po czym przechadzam się przy stanowiskach udając że rozglądam się za czymś drogim, jednak nawet nie słucham sprzedawców, za bardzo skupiam się na poszukiwaniu kieszonkowców żeby móc się targować. Bazar być może był piękny i imponujący, a chaos tu panujący nadawał mu uroku jednak nie był to czas na podziwianie, tym razem byłem zajęty, jednak jestem pewien że tu wrócę. W wolnej chwili.

Rikka Malkain:
Nie byłeś jedyną osobą przechadzającą się przy straganach. Tam również było mnóstwo ludzi. Co chwila ktoś się o ciebie ocierał, potrącał cię, lub wręcz niechcący wpadał prosto na ciebie. Panujący tutaj tłok był naprawdę irytujący, zwłaszcza dla kogoś kto nie był nawykły do takich tłumów. W pewnym momencie poczułeś, że twój pasek zrobił się jakby lżejszy. Sięgnąłeś tam ręką i zorientowałeś się, że ktoś podwędził ci sakiewkę. Ale nie tę z kilkunastoma grzywnami, tylko tę w której trzymałeś swoje kamienie szlachetne! One były warte z siedemdziesiąt pięć monet! Szybko zacząłeś się rozglądać. W bezliku postaci złowiłeś przestraszone spojrzenie jakiejś dziewczyny, która prędko zaczęła oddalać się od ciebie z trudem przeciskając się przez tłum.


//Tracisz:
Nazwa: Woreczek z kamieniami szlachetnymi
Wartość: 75 grzywien
Opis: Ma w sobie małe szmaragdy i rubinki

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej