Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Zapomniane ostrze
Patty:
Nie szukając zwady z rasą żerującą na spokoju i niewinności wszystkich pozostałych Patty udała się prosto do Zajazdu. Było to dziwne miejsce o którym kobieta jedynie słyszała, nie mogła sobie przypomnieć czy kiedykolwiek tutaj była. Zajazd stanowił jednak coś zupełnie innego, w mrokach dracońskich tuneli było to miejsce niemalże cywilizowane, niezwykłe dla tej braci. Anielica śmiało weszła do środka, z miejsca przykuwając uwagę swoimi skrzydłami i zbrojną obstawą. Jako hetman musiała jednak wchodzić wszędzie w pewnym określonym stylu. Wzrokiem odnalazła karzmarza i podeszła bliżej, opierając się o kontuar.
-Bry. Podajecie coś poza krwią w tym przybytku? - zagaiła.
Narrator:
Wampirzy karczmarz popatrzył w milczeniu na anielicę, jednak chwilę później postawił przed kobietą trzy spienione kufle pełne piwa.
- Klasyczne ekkerundzkie - powiedział - To będzie dziesięć grzywien.
Patty:
- No proszę - anielica upiła łyk bursztynowego ale i posmakowała. Musiała oddać krasnoludem że na warzeniu piwa znajdą się bardzo dobrze. Pancerni również chwycili za swoje kufle i ze smakiem pociągnęli tęgie hausty. Przyjemna odmiana po wędrówce przez stary, nawiedzony grobowiec. Nawet jeśli po części nadal w takim byli. Anielica tęskniła za światłem słonecznym - Oto dziesięć grzywien - położyła mały stosik na kontuarze, a po chwili przysunęła kolejny - A to w zamian za informację. Szukam Kressha.
12 306 - 20 = 12 286
Narrator:
Karczmarz bez mrugnięcia okiem przyjął grzywny, połowę wsadzając do kieszeni. Wątpliwe by cała scenka umknęła lokalnej uwadze, ale o to wampir nie dbał. A przynajmniej nie wydawało się że dba. Wskazał jedynie palcem mężczyznę siedzącego w jednej z lóż, oddzielonych od głównego pomieszczenia gustowną, jedwabną przesłoną.
Patty:
- Pięknie dziękuję - uśmiechnęła się lekko kobieta i zabrała swój kufel, ruszając we wskazaną jej stronę. Skrzydła falowały lekko w czasie ruchu, nieustannie ściągając uwagę. Blisko loży skinęła głową na pancernych, a ci odstawili swoje trunki na stolik obok i stanęli po obu stronach wejścia, dając czytelny sygnał całemu okolicznemu towarzystwu. Patty minęła ich i ręką odgarnęła jedwab, wchodząc do środka. Dosiadła się naprzeciw zaskoczonego mężczyzny i postawiła przed sobą własny kufel.
- Kressh? - zapytała z nutką wahania. Człowiek nie wyglądał na właściciela tego typu imienia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej