Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Test kruka #38

<< < (2/11) > >>

Arivel:
- To tu, tu, zaraz za rogiem - powiedział starszy mężczyzna, łysiejący, bezzębny, wskazując ręką na drogę i skręt w lewo za piątym bądź szóstym z rzędu takim samym domostwem.

Hagmar:
Tam też poszedł, a długo to nie trwało. Rozglądał się za witryną sklepu.

Arivel:
I w końcu trafiłeś do Brązowej Wrony. Sklep ten, charakteryzuje się zewnętrznym wyglądem mało odbiegającym od innych budynków w dzielnicy biedoty. Pierwszą rzeczą która wpada w oko są brudne szyby, przez które praktycznie nie widać co znajduje się w środku, złuszczała farba odpadająca z przegniłych desek i masywne frontowe drzwi. Oraz lekko przekrzywiony szyld na którym widnieje nazwa sklepu i logo przedstawiające pomarańczową wronę. Sklep jest również wyposażony w piętro, na którym mieszka właściciel. Wchodząc do środka wydaje się nam, że znaleźliśmy się w dzielnicy obywatelskiej albo i nawet szlacheckiej. Wnętrze jest czyste i jasno oświetlone licznymi lampami i świecami. Na ścianach obitych czerwonym materiałem wiszą obrazy i trofea myśliwskie. Asortyment na półkach poukładany wedle przeznaczenia, ceny i wielkości. Za ladą na obitym, wysokim fotelu siedzi szary ork Tormek Grakt, ubrany w jedwabny kaftan. Ćmi fajkę. Jego spokoju pilnuje dwóch ochroniarzy, których można było minąć zaraz w drzwiach, jednak wydaje się, że właściciel sam mógłby się bez problemu obronić.

Hagmar:
- Dzień dobry. Powiedział wchodząc do sklepu, który wnętrze miał nie pasujące do Podgrodzia. - Przysyła mnie wspólna znajoma, mam pomóc w transporcie.

Arivel:
Ork spojrzał na ciebie czujnym wzrokiem i pociągnął solidnego bucha z fajki. Przez chwilę milczał, analizując w głowie wiele scenariuszy. Doszło nawet do tego, że ochroniarze przy wejściu poruszyli się niespokojnie, ale szary ork uspokoił ich jednym ruchem ręki.
- To prawda, szukaliśmy kogoś do pomocy w transporcie. Ostatnimi czasy źle się dzieje na podgrodziu, a ludzie, którzy pilnowali tych terenów zaczęli działać na własną rękę. Na całe szczęście wciąż mam użyteczne kontakty, a nasza wspólna znajoma jest jednym z nich. - przerwał na chwilę i zaczerpnął raz jeszcze buszka. - Zlecenie wydaje się wbrew pozorom proste, bo masz wraz z moimi ludźmi dostarczyć transport do dzielnicy szlacheckiej. W tym jednak sęk, że nikt nie może was dostrzec. A do posiadłości... Będziecie musieli dostać się w jak najmniej inwazyjny sposób. To ma być taka... mała niespodzianka dla mojego nieżyczliwego przyjaciela. Rozumiesz o co chodzi?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej