Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Braterska pomoc
Kenshin:
Kenshin musiał jeszcze robić za posłańca. Kto to widział, żeby starego orka tak ganiać? Młodzieniaszki woleli sobie siedzieć niż robić od takie czasy nastały. Łowca zostawił konia, którym się pewnie chłopcy zajmą, przynajmniej miał taka nadzieję. Pasterz stworzenia wszedł do wnętrza twierdzy, gdzie powinien znajdować się Emerick. Może będzie miał szanse napatoczyć się na niego nim, drzeć się wniebogłosy.
Zaidaan:
Były hetman posiedział chwile na wieży obserwując jak morskie fale rozbijają się o niewzruszone skały, lub pochłaniają przybrzeżny piasek, a następnie uchodzą do tyłu by powrócić z powrotem do morza, niczym inwazja demonów, która zalała kontynent równie gwałtownie co morskie fale plażę i tak samo zostali odepchnięci jak morze. Emerick wypalił na świeżym powietrzu jednego skręta dla rozluźnienia. W końcu to było jego klimaty. Ciepło, łagodnie, pogodnie - tak jak lubił, a nie, jak na Chatal - za gorąco, lub na Valfden - za zimno. Gdy już wypalił papierosa, rzucił niedopałek gdzieś w morze, a sam zszedł by pochodzić po korytarzach i nadzorować garnizon. Wkrótce dotarło do niego, że gruoa wróciła z plaży. Oddelegował Bękarta i ruszył ku wyjściu by spotkać się z wysłaną grupą. Akurat tak się zdarzyło, że natrafił na czarnego orka w samym wejściu do twierdzy. Zmarszczył twarz przed bijącym w jego stronę światłem - O, witaj Kenshinie. - gestem ręki pokazał by ruszyć powoli w kierunku reszty. - Jak tam patrol?
Kenshin:
Kenshin nie musiał za dużo łazić po twierdzy, bo to Emercik znalazł jego. Dobrze się stało, bo wiek już nie ten i zasapał się lekko, ale też jest co opowiadać. - Znaleźliśmy wydmy, niezbyt duże, lecz nadadzą się na to, co zaplanowałem do tego są one w zasięgu dział fortu. Bardziej nieprzyjemnych rzeczy było to, że jaszczuroludzie dobyli łódką na plażę, którą oglądaliśmy. Zwiad złożony z sześciu osobników. Wydaje mi się, że mamy mniej czasu niż sądziliście i trzeba działać szybko. Tym razem natknęli się na nas następnym mogą już, niekoniecznie. Opowiedział najważniejsze rzeczy.
TheMo:
Nieco kończyły się możliwe aktywności. Splunął tuż obok ptasiego główna, które przed chwilą spadło z nieba. Odwiedzić dziewczynki pod obozem? Może później. Na razie trzeba było wybronić fort. A do tego trzeba poczekać na wroga. Nie wiadomo kiedy przybędzie. I w jakiej sile. To czekanie na walke strasznie go dobijało. Z drugiej strony nie chciał być zaskoczony kiedy siedzą na nim dwie półelfki. Przez to chodził coraz bardziej poddenerwowany.
Zaidaan:
Niedługo później zatrzymali się przy Mirzaku i Leonardzie. Popatrzył na Bękartów wciąż zmarszczoną twarzą, jakby nad czymś wielce rozmyślał. A tak naprawdę po prostu stał pod słońce, a reszta stała plecami, przez co nie mieli tego problemu. Popatrzył na piasek pod butami, po którym akurat maszerowała kolumna mrówek żołnierzy, niosące dumnie na swoich plecach zabitego w boju szerszenia jako pokarm dla swojej matki królowej.
- Rozumiem... Dobrze się spisaliście. Pojmaliście kogoś?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej