Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Braterska pomoc

<< < (27/102) > >>

Mirzak aep Rothgar:
Mirzak prawie zwrócił śniadanie, pozyskiwanie krwi z sarenek i inszego leśnego gunwa rozumiał. Ale wykrwawianie ciał poległych żołnierzy było no... nie morarne.
- Na chuj ci ich krew? To nie jest aby wbrew Ventepi? Nadal go mdliło.

Kenshin:
Kenshina zdziwiło pytanie, Mirzaka, który w życiu mało rzeczy widział, bo jeśli trupy go nie mdliły to pozyskiwanie krwi również, nie powinno, ale cóż każdy ma swoje ograniczenia prawda? - Drogi Mirzaku znasz zapewne krąg życia? Nic w naturze nie może się zmarnować ciała, które tutaj pozostawiamy zajmą się pewnie padlinożercy, którzy padną ofiarami mięsożerców i tak wokół. Nic w naturze się nie zmarnuję dlatego wziąłem krew, poległych wojowników, żeby się nie zmarnowała, ale nie ma co mitrężyć czas nagli. Musimy poinformować Themo i Emericka. Wyjaśnił, co było dla niego oczywiste. Tak czy siak powoli jechał w stronę twierdzy.

Patty:

--- Cytat: Kenshin w 19 Kwiecień 2019, 18:45:06 ---Walka dobiegła końca, a Kenshin zdążył odsapnąć trochę. Jaszczuroludzie zostali pokonani, lecz prawdę mówiąc nie mięli szans. Demon będący w orku również został, zaspokojony choć powinni wziąć jednego żywcem, nie był po prostu w stanie. Teraz mogą uczynić to co powiedział krasnolud, czyli wracać.
- Najpierw wezmę z nich krew, potem będziemy mogli pójść. Odpowiedział i zabrał się za spuszczanie krwi z martwych przeciwników. Jedna z zasad łowiectwa brzmi nic nie może się zmarnować! Dlatego dobył swojego sztyletu, podszedł do każdego z ciał, po czym ukucnął, nacinając ostrzem poszczególne żyły. W sumie żałował, że nie znalazł się w lesie, bo byłoby łatwiej, lecz cóż musiał korzystać z takich a nie innych warunków terenowych. Czarnoskóry ork podstawił flakoniki z krwią, gdzie robił nacięcia na początek, poszły żyły w okolicach nadgarstków. Ciecz zaczęła wolno, wylatywać, lecz po ucisku przedramienia szybciej, zaczęła uchodzić, gdy już w żyłach nic nie pozostało, to zaczął nacinać tętnicę udową. W tym miejscu krwi było najwięcej dlatego bez oporu, ponacinał łuski i skórę, by się do niej dobrać. Po paru minutach krew ze wszystkich jaszczuroludzi znalazła się w flakonikach do późniejszego wykorzystania. Kompani jak chcieli nie musieli na to patrzeć, ale to ich sprawa jak na to zareagowali grunt, że teraz mogli powrócić do fortecy. Dlatego Kenshin wsiadł na konia, mówiąc. - No to w drogę. Powolnym rytmie wracali zdać relację.


Zebrałem :

30 litrów krwi jaszczuroczłeka
 

--- Koniec cytatu ---
//Nie masz pustych flakonów znaczy nic nie zebrałeś.

Ork zebrał krew z martwych jaszczuroludzi, ale flakony w wyniku niefortunnego zbiegu okoliczności rozbiły się i przepadły.

Kenshin:
Kenshin przez długi czas nie zbierał krwi z poległych istot i widocznie, wyleciało mu z głowy jak należy, zabezpieczyć flakoniki, które źle umocowane na koniu, potłukły się z całą zawartością. Nieszczęście, pech a może kara boska? Krasnolud Mirzak zapewne wybierze to trzecie, lecz dla orka był to niefortunny zbieg okoliczności, którego teraz nie naprawi, bo krew zdążyła zmieszać się z piaskiem. Teraz będzie musiał zakupić sobie nowe pojemniki, ale o to zapyta miejscowych gospodarzy, po zdanym raporcie z twierdzy.

Mirzak aep Rothgar:
- No znam, ale my byśmy ich spalili. Nasi ludzie pewnie i tak to zrobią. Dotarli do twierdzy. - Poszukaj Emericka.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej