Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Cień króla
Dragosani:
Dragosani natychmiast schował włócznię i podszedł do celi. Szarpnął za drzwi, chcąc je otworzyć. Szczerze wątpił, aby ekkimy były zdolne do zamknięcia ich na klucz. No ale mógł się zdziwić.
- Hej - szepnął. - Jestem przyjacielem. Przysyła mnie Arnulf - powiedział znane Bękartom imię, coby nie zaczęli panikować na widok wampira. - Mam was stąd zabrać.
Feanor Ihareg:
Drzwi były otwarte. Spośród więźniów żyła jeszcze trójka, ale tylko jeden złapał z tobą kontakt. Siedział oparty plecami o ścianę, był cały we krwi, zaś jego pancerz był kompletnie zniszczony. Gdy usłyszał twój głos podniósł głowę i odezwał się.
-Uważaj.- Jego głos był bardzo słaby. -Jest jeszcze jeden wampir.
Pozostała dwójka żyjących zdawała się być w jeszcze gorszym stanie. Jeden był nieprzytomny, oddychał ciężko. Z drugim działo się coś potwornego. Leżał na podłodze z otwartymi oczami, ale chyba nie zdawał sobie sprawy z tego co dzieje się dookoła. Całym jego ciałem raz za razem wstrząsały gwałtowne spazmy, zaś jego twarz uległa pewnym deformacjom. Porastała ją sierść, a zęby były tak przerośnięte że nie mieściły się już w jamie ustnej.
Dragosani:
Dragosani stężał, słysząc ostrzeżenie. Miał niepokojące przeczucie, gdy je usłyszał. Skąd w ogóle więzień wiedział, ile Drago zabił wampirów? Zanim jednak go poszuka, powinien zająć się rannymi. Znał się trochę na pierwszej pomocy, nie miał jednak przy sobie zestawu cyrulika. Na razie musiał się więc chociaż upewnić, że ranni przeżyją do czasu jego powrotu. Obejrzał więc obrażenia mężczyzny, który się odezwał.
- Jeszcze jeden? - zapytał. - Inny niż ekkimy? - Chciał zebrać informacje. Gdy obejrzał jego rany, rzucił jeszcze okiem na obrażenia pozostałych. Spojrzał z niepokojem na Bękarta wstrząsanego dziwnymi konwulsjami. - Wilkołak? - zapytał świat jako taki.
Feanor Ihareg:
-Uciekł gdy usłyszał, że walka na górze się skończyła.- Mężczyzna wskazał głową kierunek. Według niego ów wampir był gdzieś za zakrętem. -Cwany drań, to on nas tak załatwił.- Wojownik odkaszlnął. -Wilkołak? Nie... zamienia się w dzikiego. Już to kiedyś widziałem. Miał kilka ran od pazurów na torsie. Były głębokie, ale nie wyglądały na śmiertelne. Ten nieprzytomny miał podobne rany. Najpewniej zemdlał z powodu utraty krwi.
Dragosani:
- Uciekł. Czyli inteligentny - podsumował Drago. Spojrzał ze smutkiem na człowieka, który właśnie przechodził straszliwą przemianę. - Mam dwie propozycję, które się wam nie spodobają. Ale pomogą wam przeżyć - powiedział. - Po pierwsze, należy skrócić męki twojego przyjaciela. - Wskazał na przemienianego mężczyznę. - Mogę zrobić to szybko i bezboleśnie. To lepszy los od krwiożerczego szału i zezwierzęcenia. Po drugie... mogę pomóc wam z waszymi ranami. Moja krew ma takie właściwości. Ale domyślam się, że przyjęcie krwi wampira może być dla was moralnie trudne.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej