Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (44/52) > >>

Mohamed Khaled:
Rikka:
Wampirzy Lord nadal nie wykonywał żadnego ruchu przyglądając ci się z zaciekawieniem tobie i twoim technikom walki. Gdy ostatni z ludzkich gwardzistów padł martwy na ziemię, dzieci nocy skoczyły w twoją stronę z zamiarem natychmiastowej dekapitacji. Dwóch postanowiło w jakiś sposób cię okrążyć i zaatakować, pozostała czwórka z kolei ruszyła na ciebie od frontu. Byli gotowi do krwawej jatki w równym stopniu co ty. Już wiedziałaś, że czeka cię nie lada wyzwanie i być może mogłabyś tego nie przeżyć jeśli popełnisz błąd. A lepiej w takich sytuacjach nie popełniać błędu.

Armin:
Kobieta spojrzała na ciebie wystraszonym wzrokiem, w którym po kilku ułamkach sekund uczucie strachu ustąpiło wściekłości. Nie zważając na nic na brak miejsca i możliwość szybkiej śmierci kobieta się w twoją stronę. W jej oczach widać było szaleństwo.

//Statystki takie jak tutaj z tą różnicą, że kobieta nie posiada żadnego wyposażenia.

Samir:
Śladów nie odnalazłeś jednak żadnych, a kobiety wyglądały jakby po prostu padły martwe od tak na ziemie i już tak zostały. Coś jednak musiało być na rzeczy. Co, lub kto mogło spowodować wyrżnięcie całej stróżówki i panienek do towarzystwa, które przygruchali sobie strażnicy? Jaką siłą musiał władać ktoś, kto bez problemu i bez większych burd zdołał rozwalić kilku zawodowych strażników?
Po swojej lewej usłyszałeś cichy szmer, dobiegający z zaciemnionego miejsca pod kolumną.

Mohamed:
Skradał się cicho do łóżka na którym leżał jeden z liderów bandy. Przypomniał sobie też widok martwego przyjaciela, który swój stan zawdzięczał właśnie dzięki tej czwórce na którą polował. Wzburzenie w nim osiągnęło zenit a demon który tkwił w jego głowie zawył z radości, że jego nosiciel jest w tak ponurym humorze. Wszak gdy jest nieszczęśliwy chętniej oddaje mu kontrole nad własnym ciałem i wtedy nie musi siłą przejmować pojemnika na swoją boską moc.
Ukryte ostrze z cichym sykiem wysunęło się z karwasza na ręce, zaś sam Mohamed podniósł rękę w górę. Nie, pomyślał przez chwilę, jeszcze nie.
Niespodziewanie chwycił za koszulę nocną bandziora budząc go przy okazji i ściągając go siłą z łóżka przyparł do ściany.
- Proszę, proszę, z kim mamy przyjemność? - zapytał wrogo i przysunął ukryte ostrze pod szyję swojego przeciwnika.
- Pierdol się - warknął.
- Nie ładnie tak mówić, nie ładnie - zaśmiał się cicho i zatopił ostrze w szyi przeciwnika.
Zwłoki puścił luzem na ziemie, samemu zaś zaczął przeszukiwać komnaty. Prócz pięciu grzywien rozsypanych na stole znalazł także dziennik zaopatrzeniowy dla komnaty podpisany imieniem Saiph. Więc miał rację i to był jeden z liderów. Została jeszcze trójka. Drake, Zahir i Gac. Zginą równie szybko jak ten, który wlaśnie konał za jego plecami. Zginą wszyscy.

Samir:
Słysząc szmer Samir odwrócił się tyle błyskawicznie co bezszelestnie. Sięgnął po nabitą kuszę i trzymając ją pewnie zaczął podchodzić cicho do miejsca przy kolumnie, na lewo. Broń trzymał w pogotowiu, palce nie na spuście by w razie czego nie wypalić w niewinnego, jednak na tyle blisko by mieć pewność szybkiej reakcji. Tak ubezpieczony podchodził powoli, sprawdzając źródło hałasu.

Armin:
Maurenka nie spodziewała się, że uratowana przez nią kobieta rzuci się z zamiarem zamordowania jej. To jest już czysta niewdzięczność. Katanę zostawiła przed wejściem do pomieszczenia, czyli nici z obroną jej ulubioną bronią. Dobrze wiedziała, że wygra tą walkę, jednak zastanowiła się przez chwilę, czy jest szansa na pokojowe rozwiązanie aktualnej sytuacji. Jednak widząc szaleństwo w oczach przeciwniczki szybko się zorientowała, że walka jest nie do ominięcia.
Pierwszym jej ruchem było kopnięcie kobiety prosto w twarz, co poskutkowało złamanym nosem kobiety. Ta krzyknęła i na chwilę przerwała swój atak. Nie trwało to długo. Po chwili rzuciła się na ciemnoskórą przewracając ją na plecy. Kobieta z wściekłością wypisaną na twarzy próbowała udusić Armin. Już jej dłonie zaciskały się na jej gardle, kiedy ta wyciągnęła z pasa nóż, po czym wbiła go prosto w oko kobiety. Krew zaczęła spływać po twarzy przeciwniczki, plamiąc przy tym ubranie maurenki. Jednym, szybkim ruchem, wyjęła nóż z oka, po czym wbiła je w drugie, tym razem dociskając mocniej. Kobieta przez pewien moment cierpiała, lecz w końcu przestała się szamotać. Armin zrzuciła ciało z siebie. Wyciągnęła dłoń, by zabrać swój nóż i jak najszybciej wyszła z pomieszczenia. Przeciągnęła się, a następnie założyła na siebie swoje bronie, natomiast katanę trzymała w prawej dłoni, na wszelki wypadek ponownego ataku w jej stronę. Postanowiła zbadać drugi znaleziony przez nią pokój.

Rikka Malkain:
Rikka nie zamierzała dać się okrążyć. Gdy tylko zdała sobie sprawę z tego co tamci zamierzają, od razu rzuciła się do ataku. Będąc przypartą do muru musiała szybko przejąć inicjatywę. Pozostanie w obronie byłoby zbyt ryzykowne, jeden błąd wystarczyłby by rudowłosa straciła życie. Lepszym rozwiązaniem był nagły atak i wybicie przeciwników z rytmu. Uniosła katanę i skoczyła do przodu, jakby chciała zaszarżować na wampira będącego centralnie przed nią. Krwiopijca uniósł miecz chcąc ciąć zabójczynię od góry. Jego towarzysze wykonali podobne ruchy. Rikka, w ostatniej chwili, uskoczyła spod jego ostrza w bok wpadając na wampira po jego prawej stronie. Odbiła jego uderzenie kataną, ani na chwilę się nie zatrzymując i tanecznym półpiętrem wyminęła go wychodząc za jego plecy. Podobny manewr zastosowała chwilę wcześniej w walce z ludźmi. Tym razem również się jej powiodło, dzięki czemu znalazła się za linią przeciwników. Musieli się nieźle zdziwić. Rudowłosa widziała teraz wyraźnie wampirzego lorda. Wydawał się być zaciekawiony całą sytuacją. W duchu dziękowała mu za to, że nie włączył się jeszcze do walki. I tak miała już pełne ręce roboty. Przeciwnicy za jej plecami zaczęli obracać się frontem do niej. Ona, zamiast również zwrócić się w ich stronę, obróciła katanę w dłoniach i wykonała szybkie pchnięcie do tyłu. Ostrze wbiło się w plecy bandyty stojącego za nią i przebiło mu serce. Rikka uśmiechnęła się. Nawet nie patrząc potrafiła trafić idealnie tam gdzie chciała. Skoczyła w przód obracając się w locie do przeciwników. Piątka ruszyła w jej stronę. Ten ranny, chociaż od przebicia serca nie zginie, został na jakiś czas wyeliminowany z walki. Wypuścił z rąk broń i padł na podłogę dostając drgawek przypominających atak padaczki. Teraz bandyci zaatakowali zabójczynię w innej formacji. Jeden z przodu, dwóch na lewej i dwóch na prawej flance. Rikka przeturlała się w bok i, jeszcze zanim wstała, cięła najdalej wysuniętego przeciwnika w nogę. Jej ostrze bez trudu przeszło przez pancerz i ciało, odcinając wampirowi nogę nieco poniżej kolana. Krwiopijca wrzasnął z bólu, po czym zachwiał się i upadł. Pozostali chcąc teraz dosięgnąć rudowłosej musieli go ominąć lub przeskoczyć. To dało jej cenną sekundę, którą wykorzystała na przyjęcie odpowiedniej pozycji obronnej. Jeden z bandytów dał się ponieść emocjom i wyszedł poza linię swoich towarzyszy atakując samemu. Niemądrze. Ciął od boku, prostopadle do podłoża. Zabójczyni w jednej chwili odchyliła tułów do tyłu, tak że tworzył teraz kąt prosty z jej nogami. Gdy tylko ostrze przeciwnika przeleciało nad nią, dosłownie centymetr ponad jej ciałem, zaczęła się prostować jednocześnie biorąc zamach kataną. Uderzyła w kark wampira zanim tamten zdążył zorientować się co się dzieje. Jego głowa upadła na podłogę. Pozostała trójka ruszyła chcąc pomścić towarzysza. Rikka odwróciła się od nich i pobiegła w kierunku ściany. Wskoczyła na nią, po czym odbiła się od jej powierzchni i saltem przeleciała nad przeciwnikami. Gdy wylądowała na miękkim dywanie zdobiącym podłogę tej komnaty, miała przed sobą plecy trzech zaskoczonych wampirów. Zanim zdołali się obrócić, ona zdążyła jeszcze zdjąć jednemu z nich głowę z karku. Zarówno rudowłosa, jak i jej rywale dysponowali siłą i szybkością o jakich zwykli śmiertelnicy mogli tylko śnić. Byli drapieżnikami z cienia, którzy w trakcie hemis będącej najdłuższą z nocy mogli osiągnąć pełnię swoich możliwości. Nie byli jednak tacy sami. Trening zabójcy jaki Malkain otrzymała w Ombros stawiał ją wysoko ponad tymi krwiopijcami, którzy w gruncie rzeczy niewiele różnili się od pospolitych bandytów. Fakt, byli dużo szybsi, silniejsi i trudniejsi do zabicia niż zwykłe rębajły. W dalszym ciągu machali jednak mieczami tak jakby otrzymali je dopiero wczoraj. Pozostała dwójka wampirów straciła pewność siebie. Mężczyźni zaczęli wzrokiem szukać wsparcia u swojego przywódcy. Najwyraźniej nie przywykli do walki z przeciwnikiem dysponującym takimi zdolnościami jak ona. No tak, walka z jedną z przywódczyń Krwawych Kruków to jednak co innego niż napadanie na podróżnych czy zastraszanie wieśniaków. Rikka natarła na przeciwników. Zaatakowała serią szybkich ciosów. Tamci zaczęli cofać się desperacko próbując sparować każde z uderzeń. Wampirzyca nie odpuszczała. W końcu, jeden z krwiopijców popełnił błąd. Katana Malkain spadła mu na nadgarstek pozbawiając dłoni, w której dzierżył miecz. Oniemiały wampir szybko wycofał się z walki. Ostatni w pełni sprawny wróg wyszczerzył kły i rzucił się na Rikkę w podejmując desperacką próbę zmniejszenia pomiędzy nimi dystansu i wgryzienia się w jej szyję. Rudowłosa bez większego wysiłku uniknęła jego szarży wyuczonym unikiem i czystym cięciem pozbawiła go głowy. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Krwiopijca z przebitym sercem chyba zaczynał już dochodzić do siebie, ale w dalszym ciągu leżał na podłodze. Ten bez nogi stał gdzieś z tyłu opierając się na swoim mieczu i z trudem zachowując równowagę. Jednoręki zaś dobył sztyletu i skoczył w jej stronę. Rikka przystopowała go potężnym kopnięciem w podbródek. Wampir poleciał do tyłu i przewrócił się na plecy. Rikka spojrzała na przywódcę całej tej zgrai. Nie mogła odgadnąć, czemu nie wspomógł w walce swoich podwładnych. Z nim mieliby dużo większe szanse na pokonanie jej. Jeden wróg więcej, w dodatku bardziej doświadczony niż reszta, mógłby sprawić że to ona leżała by tu teraz bez głowy. Bał się, że płomiennowłosa wampirzyca zdąży go zranić lub nawet zabić zanim sama padnie? Wątpliwe, w tym świecie tchórze rzadko zostawali hersztami tak wielkich band.
-Powinieneś poświęcać więcej czasu na szkolenie swoich wojowników.

1x wampirzy Lord
3x wampir gwardzista (jeden z przebitym sercem, drugi bez nogi, trzeci bez dłoni i ze złamaną szczęką)

Mohamed Khaled:
Samir:
Niestety nic nie znalazłeś. Dźwięk nadal dobiegał, tym razem jednak z innego kąta. W miejscu, gdzie był przed chwilą nie było niczego. Pustka i czerń, z wyglądu przypominające nieco bardzo ubogą otchłań.

Armin:
W tym pomieszczeniu, podobnie jak w poprzednim znów znalazłaś teczkę pełną dokumentów. Tym razem jednak nie dotyczyła ona Mohameda a... Ciebie. Prócz podobnych informacji jak w przypadku Mohameda, czyli o najbliższych, na samym dole dopisano już innym pismem "Poszukiwania syna w toku." i "Brak dokładniejszych śladów co do pobycia Marcusa."

Rikka:
Nie dane ci było jednak wykończyć tych kilku przeciwników którzy szczerze powiedziawszy nie byli nawet zdolni do dalszej walki, przynajmniej na tą chwilę. Twój przeciwnik, który wydawałoby się, że jest hersztem sam ich zabił, po czym spojrzał znowu na ciebie. Po zadaniu pytania zapadła chwila ciszy, którą w końcu przerwał uśmiechając się przerażająco.
- A ty, moim zdaniem, powinnaś bardziej uważać - odparł szczerze.
Poczułaś jak za twoimi plecami ktoś się pojawił. Kilka sekund później już leciałaś w stronę ściany uderzona z mocarnego ciosu nowo przybyłego wampira.
- Masz coś do sposobu, w jaki szkolę swoich ludzi, szmato?
Przed tobą ukazał się prawdziwy Wampirzy Lord. Po jego prawej stanął ten, który służył mu za podstawkę na wypadek takich właśnie sytuacji.

1x Wampirzy Lord
1x Podstawiony wampirzy lord

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej