Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Odrodzenie
Armin:
Ciemnoskóra szła z dłońmi schowanymi w kieszeniach płaszcza. Przysłuchiwała się rozmowie Rikki z Samirem. Musiała przyznać, że również ciekawiła ją wampirza tematyka. Zastanawiała się również jak to jest umieć latać, wprawdzie pytała się o to Evening, ale maurenka chciałaby sama kiedyś poczuć tą lekkość, wolność. Zobaczyć jak wygląda świat z perspektywy ptaka.
Kwestię krwi przemilczała. Miała takie samo zdanie co Samir na ten temat.
- Moh, myślałeś o tym co będziesz robić, jak uda nam się odbudować Kruki? - spytała idącego obok. - O ile nam się uda... - dodała po cichu.
Mohamed Khaled:
- Rozwiń pytanie, Armin, jeśli możesz. Chodzi Ci ogolnie o moje przyszłe plany, czy te związane czysto z Krukami? - zapytał spoglądając na maurenke.
Grupa w dalszym ciągu kierowała się przez Ombros, a ludzie którzy was mijali rozstępywali się przepuszczajac was. Czy to strach, czy szacunek, ciężko było określić. Jedynym, co na pewno można było stwierdzić to fakt, że szescioosobowa grupa Krukow czekała na was przy bramie. Wraz z wierzchowcami dla Kruczej Rady
Armin:
- Te niezwiązane z Krukami. - odpowiedziała krótko.
Szła pewnie spoglądając co jakiś czas na boki widząc osoby, które ich przepuszczały. Nie przypuszczała, że będzie wzbudzać aż taki szacunek wśród innych. Albo strach. Na sto procent pewna być nie mogła.
- Powiedzmy, że Krwawe Kruki znowu sieją postrach, inne bandy się ich boją. Pytanie, co potem? Poświęcić całe życie Krukom...? Trochę niesatysfakcjonująca perspektywa.
Mohamed Khaled:
- Będę hodował zimnioki - zażartował i zaśmiał się cicho pod nosem wskakując na konia, którego podprowadził mu jeden z Kruczych Braci. - A tak poważnie, to nie mam pojęcia. Połowę swojego życia spędziłem już w Krukach. Gdy przybyłem na Valfden, kilka chwil po wojnie domowej z Kherem, byłem młodym, przystojnym i pełnym energii chłopakiem. Teraz bardziej przypominam starego dziadka, mentora z opowieści i legend mimo, że nie dobiłem jeszcze czterdziestki. Kto wie, może osiedlę się na swoich ziemiach? Znajdę żonę i umrę ze starości szczęśliwy, że moi poddani żyją w zgodzie i pokoju? - zapytał i podrapał się po szczecinie. - Chociaż w naszym fachu mało kto dożywa starości
Armin:
Kobieta uśmiechnęła się na tekst o ziemniakach. Nie wyobrażała sobie jednak ciemnoskórego sadzącego warzywa, po prostu nie potrafiła. To było zajęcie zbyt spokojne i monotonne, zupełne przeciwieństwo walki, a przecież do tego byli szkoleni. Poza tym, z czasem każdy oswajał się z zabijaniem wrogów, przekonywał się do tego i następnie stwierdzał, że walka sprawia mu przyjemność. Podobnie zresztą było z maurenką.
- Wizja spokojnej starości w otoczeniu ukochanej osoby brzmi całkiem przyjemnie. - stwierdziła. - Może lepiej, że nie dożywa starości, nie trzeba przynajmniej myśleć o przyszłości. - powiedziała patrząc jak Mohamed wskakuje na konia.
- Mohciu, zabiorę się z Tobą. - rzuciła siadając za ciemnoskórym. Objęła go w pasie, po to, aby jakoś się na zwierzęciu utrzymać. - Ale obiecuję, kiedyś nauczę się jeździć konno i sobie urządzimy wyścigi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej