Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Śladami Bestii
Mohamed Khaled:
Zajrzał pierwsze do uchylonych trumien, a później do przylegającego kawała drewna. Takiego smrodu cierpienia i śmierci nie czuł od Zuesh, a to było już lata temu. Sprawa bestii robiła się coraz ciekawsza.
Patty:
Gdy zaglądałeś do wnętrza pierwszej trumny prawa poruszyła się i otworzyła powoli. Z wnętrza wypadło coś jak zwłoki wielkiego nietoperza, co jednak szybko zerwało się i zawarczało. Miałeś przed sobą wąpierza.
Ekimma
Mohamed Khaled:
Katana zakręciła się niebezpiecznie, a sam Mohamed zaryczał głośnym, basowym głosem wydobywającym się wprost z trzewi A'abiela. Oczy zalśniły czernią i już takie zostały. Idealna symbioza. Czarnoskóry Kruk i jego demoniczny kompan rzucili się w wir walki. Musieli jednak zastosować długi odskok w tył bo Ekimma znana była z tego, że swoimi długimi pazurami potrafiła rozszarpywać swoje ofiary na strzępy. A ten osobnik musiał już długo nie jeść, bo był cholernie agresywny.
- Dawaj kurwa! - warknął zniekształconym głosem schylając się przez ciosem i zadając kilka zgrabnych cięć. Katana gładko weszła w ciało potwora i pochlastała kilka części ale nie na tyle by zabić. O nie, on nie zamierzał tak łatwo go zabić.
Odskoczył przed kolejnym ciosem i użył mortokinezy, miotając Ekimmą w ścianę. I wtedy, właśnie wtedy, spiąwszy wszystkie mięśnie, doskoczył do bestii i ujebał jej głowę tuż przy szyi. Jebane wąpierze.
Patty:
Łeb ekimmy plasnął o ziemię, a jej krew zachlapała podłogę. Nagle coś zatłukło w deskę przy ścianie, która po chwili takiego monotonnego łupania rozpadła się w drzazgi, a zza niej wypadły dwa kolejne potwory.
Dwa wupy
Mohamed Khaled:
Po raz kolejny skupił w sobie energię i w momencie, gdy jeden ze stworów go zaatakował, odesłał go potężnym pchnięciem mortokinezy gdzieś w tył krypty. Przed drugim z kolei schylił się i ciął od dołu, zatapiając stal głęboko w trzewiach potwora i rozcinając całe podbrzusze.
Doskoczył do drugiego potwora, który po szoku po mortokinezie zaczął się podnosić i skoczył z zamiarem zadania potężnych obrażeń.
Nie zamierzał łatwo odpuścić. Stal syknęła cicho gdy przeszyła powietrze i zatopiła się w czaszce stwora. Nikt by tego nie przeżył. Wup też nie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej