Emerick nie zamierzał ciągnąć tej kłótni dalej, ponieważ i tak by tej dysputy nie wygrał, bo Bractwo jest na tyle zadufane w sobie, że nawet gdyby twierdzili, że dwa plus dwa równa się trzy, to i tak by przy tym przystawali, a rozmówcę atakowali by ad personam, tak jak zaprezentowała to jedna anielica, czepiając się jego brody i woni alkoholu, którego było od groma na stole, wnioskując tym samym, że jest alkoholikiem, lub coś z tych rzeczy. Prezentowało to jak bardzo stereotypowe jest Bractwo, ich mniemaniem każdy był gorszy od rekruta Świtu. Na szczęście chwilę później Król rozdzielił zadania całej kompanii. Los chciał, że trafił do duetu z Kazmirem, lubił krasnoluda, mimo że trochę wywyższał się tytułem kaprala. Teraz jednak wyglądał na kompletnie nabormuszonego, jednak nie zamierzał pytać co mu jest.
- Chodź Kazmir, gdy reszta będzie czekać w kolejce do kantora to my się już rozejrzymy. Pieniędzy nam wystarczy.
Szybko dopił wino duszkiem i zatrzymał się na zewnątrz.
- To co proponujesz najpierw?