Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (197/233) > >>

Marduk Draven:
– Ja optuję za przechwyceniem wozu, wybiciem załogi i użyciu ich szat, aby zbliżyć się jak najbliżej do strażnicy, aby mieli jak najmniej czasu na reakcję – wtrącił Marduk. – Patty i Eve, wy im wtedy zablokujecie drogę do kopalni, wybijemy ich w swoistych kleszczach, po czym wparujemy do środka – dodał. Zbliżali się do wozu. – Gotowi? To ruszamy – wskazał na wóz.

Patty:
- Da się zrobić - odpowiedziała anielica, kończąc ładować pistolet. Gdy był już gotowy zatknęła go za pas i wysunęła stopy z lejcy i sięgnęła po hełm, wkładając go na głowę. Zapięła pasek pod brodą, poprawiła pas z mieczem przechodzący przez pierś, sprawdziła czy tarcza dobrze się trzyma, zawieszona specyficznie na boku, by nie wadziła uderzeniom skrzydeł i zeskoczyła z konia. Zbroja zachrzęściła przy lądowaniu, a Patty uniosła wzrok i spojrzała na Marduka - Pilnujcie mi koni. I powodzenia wam - powiedziała jeszcze i uderzyła mocno czarnymi skrzydłami, wzbijając się w powietrze. Następnie zawiesiła się tak nad ziemią, czekając na Eve.

Evening Antarii:
Anielica nie wiedziała, gdzie teraz jest trójka maurenów, którzy wyruszyli wcześniej. Myślała, że zdążą dotrzeć już do kopalni. Postanowiła podporządkować się rozkazom. Sama widocznie nie była poinformowana o pewnych wydarzeniach.
Eve zeszła z Caledusa i podała lejce Dragowi, żeby przywiązał go do swojego wierzchowca. Caledus jest dość mądrym zwierzęciem i odważnym, nie powinien sprawiać problemów. Żadnej zbroi Evening nie posiadała, dlatego tak jak stała tak wzbiła się w powietrze. Trakt zmieniał się w błotną ścieżkę. Deszcz utrudniał widzenie i latanie. Wkrótce jednak Eve znalazła się nad resztą kompani, gdzie deszcz siekał nawet jeszcze mocniej.
-Lećmy wzdłuż drogi- powiedziała do Patty i ruszyła przodem, lecąc kilka metrów nad koronami drzew. Miała nadzieję, że traktem nie będzie podróżować zbyt wiele wozów...

Egbert:
Gdy reszta sprzeczała się o to jak najlepiej zaatakować przeciwnika, Egbert po prostu kwitł sobie na deszczu z jeszcze bardziej ponurą niż zwykle twarzą. Z mokrą głową i przylepioną do czoła grzywką w stylu „garnek” wyglądał teraz jak przerośnięty pastuch. Nim jednak najemnik całkiem stracił cierpliwość i postanowił rzucić się na własny miecz, ostateczna decyzja zapadła. Czas oczekiwań wreszcie dobiegł końca, mężczyzna mógł więc wraz z innymi ruszyć do akcji.
-Szkoda, że nie płacą nam za godzinę.- Rzucił do swoich bękarcich towarzyszy.

Melkior Tacticus:
- Ani nawet dniówki... Odpowiedział Egbertowi, sięgnął po Narsila. Poczekał aż Marduk wyda wyraźny rozkaz natarcia. Ashog I Kazmir też gotowi byli.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej