Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (177/233) > >>

Nawaar:
Ciemnoskóry już w pełni sił i w miarę dobrym wyglądzie, wszedł do karczmy, gdzie byli niemal wszyscy! Brakowało tylko maurenki, którą tak Evening uwielbiała, że zostawiła ją samą! Nawaar nie zamierzał nic mówić, tylko zasiadł sobie obok towarzyszy, gdzie podano wino, także nalał sobie do kubka trochę i popijał w milczeniu jak zawsze, słuchając innych najpierw.

Melkior Tacticus:
Zapalił papierosa, zaciągnął się i wypuścił dym. - Ja dziękuję, ograniczam picie w pracy. - spojrzał na Bękarty wzrokiem mówiącym "wara" - Merith pewnie siedzi w pokoju, jak ruszymy to nas złapie. Jak to czarodzieje. Nigdy specjalnie go nie lubiłem, to relikt, zabytek - niechciany - odziedziczony po ojcu. Razem z masą problemów, jak chociażby Torreno.

Patty:
- No dobra, co tutaj wąpierze naskrobały... - mruknęła kobieta jakby do siebie i wczytała się w tekst - No, dużo tutaj nie ma. "Jeśli znudzi ci się polowanie jak jakieś zwierze, to wiesz, gdzie nas szukać" - przeczytała na głos i po chwili dodała jeszcze - Podpisano Orlok. Jakby imię mi coś mówiło, ale co nie mam pojęcia.

Zaidaan:
Emerick już sięgał ochoczo po butelkę z winem gdy poczuł nagle na sobie lodowaty wzrok Melkiora. Zamiast wina, sięgnął po jakieś mięso coby nie siedzieć głodnym.
- Może nasz wampirzy władca kojarzy wspomnianego wąpierza.

Marduk Draven:
– Typowo wampiryczne imię – mruknął Marduk i wziął karteczkę z powrotem.– Raaaaaany – przeciągnął się. Ziewnął.– Lisze, wampiry, wszystko na raz. Niby dają mi cel w życiu i grosze na chleb i kubeczek wody – rzucił żartobliwie. – Ale mam ich, kurwa, dosyć. Jak wrócimy do stolicy, to się przyjrzę temu Orlokowi, bo wygląda to na jakąś głupią sektę tych piekielnych krwiopijców. – nie znosił, nienawidził wampirów. Może i nawet bardziej od czarnej magii czy demonów. – Ale najpierw skupmy się na tym, co ważne. Do wieczora jeszcze trochę czasu. Gdy Armin i Samir wrócą, ruszycie Nawaar, aby być tam wcześniej – powiedział do jedynego obecnego maurena. – Kakałko dla bękartów! – rzucił do karczmarza. A kelnerki zaczęły podawać gorący napój. Naturalnie był gorzki, lecz z dodatkiem kostek cukru stawał się słodki. Magia!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej