Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (174/233) > >>

Armin:
Armin zaczęła pukać do drzwi i to dość gwałtownie. Nie miała czasu do stracenia. W końcu stwierdziła, że to nie ma większego sensu i po prostu otworzyła drzwi mocnym pchnięciem.
- Potrzebuję pomocy! - krzyknęła. - Jakaś starsza pani z mieszkania obok potrzebuje lekarza.

Dragosani:
Dragosani ruszył za Evening. Oboje szybko wypatrzyli piekarnię, która sprzedawała pączki. Wampir wszedł za podekscytowaną anielicą. Jego nks znów został zaatakowany zapachami. Uśmiechnął się lekko, słysząc jej zamówienie.
- Uważaj bo jeszcze przytyjesz... - mruknął i dla żartu klepnął ją lekko w pośladki. - I się od ziemi nie oderwiesz. - Potem zwrócił się do piekarza. - Zapakuj od razu więcej. Tak żeby starczyło na jakieś piętnaście osób. Zaniesiemy pozostałym. - Pod koniec zwrócił się do Eve.

Marduk Draven:
Mężczyzna, ubrany sterylnie, w prosty, bury strój z początku był zdezorientowany. Szybko odzyskał jednak trzeźwość umysłu. Wziął torbę lekarską i wybiegł ze sklepu, do miejsca, które wskazała Armin. Niemal natychmiast przystąpił do udzielania pomocy. Robił to ze stoickim spokojem.


Cukiernik wielce się ucieszył, gdy zobaczył kto jest jego gościem. Szybko się otrząsnął z ucieszenia, jakie mu to sprawiło. Skinął przyjaźnie głową i zaczął pakować pączki do torebeczek. Szybko się z tym uwinął, widocznie był już doświadczony w fachu.
- To będzie... – powiedział przyjaźnie.-  100 grzywien... ale dla pani anielicy... niech będę stratny, Zartat widzi każdy uczynek! 80 grzywien! – dodał ze szczerym uśmiechem.


Marduk kątem oka zauważył przybycie Melkiora i jego kompanów. Przez chwilę milczał tak, dolewając sobie i Patty miodu. Możliwe, że rada Patricii nie była wcale taka głupia. Może lepiej mieć te ochlejmordy po swojej stronie, niż przeciwko? Zwłaszcza na wyprawie, na której walczyć się będzie z nieśmiertelnymi czarnymi magami, czy też będzie szukać się ich serc.
– Co tam na mieście? – zagadał do elfa, po czym popił miodu. Przysunął garniec trunku bliżej elfa, jak gdyby chciał go poczęstować. Zapalił kolejnego papierosa, przybliżył paczkę do Patty, gdyby chciała, a potem do Melkiora.

Dragosani:
Drago wygrzebał z sakiewki złotą monetę.
- Nie będziemy narażać sakiewki pani anielicy - powiedział. - Denary też tutaj przyjmujecie? - zapytał, chociaz odpowiedź była oczywista. Położył złotą monetę na ladzie.

137 d - 1 d = 136 d

Patty:
Widząc przysuwającą się paczkę, a raczej przysuwaną przez usłużnego Marszałka Patty uśmiechnęła się półgębkiem i sięgnęła po kolejny papieros. Słodki, miodowy tytoń jej zasmakował, dawno też zresztą nic nie paliła. Podobnie jak wcześniej skupiła wolę na czubku ćmika i iskrą magii ognia rozpaliła go. Po chwili papieros żarzył się, a anielica zaciągnęła mocno i wypuściła dym z płuc, kształtując go w duże okręgi, które wypuszczała jeden za drugim. Część popłynęła w powietrzu w stronę Marduka, część do Melkiora, któremu przy okazji Patty puściła oczko.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej