Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Melkior Tacticus:
Melkior wszedł do karczmy, usiadł przy ławie i nalał sobie wina. Wychylił na raz. Czemu ja musze pracować w połowie z kretynami? Zadał sobie pytanie retoryczne, tylko Egbert Ashog i Emerick byli ogarnięci. Nalał drugi kubek, pił teraz powoli, położył nogi na stół. Spojrzał na Patty, szkoda że to nie ona kieruje Bractwem. Wtedy by nie było konfliktów, była całkiem inna, dowód na to że służba Zartatowi nie wymaga kija w dupie. A skoro taka ostra sucz jak ona jest aniołem to znaczy że i pewnie każdy o czystym sercu może. Nawet "skurwysyny w imię dobra".
Armin:
Starsza kobieta nie wyglądała dobrze. Możliwe, że przechodziła zawał, ale maurenka nie miała praktycznie żadnej znajomości wiedzy medycznej, także były to jedynie domysły. Dziewczyna bardzo chciała pomóc kobiecie, ale wiedziała, że sama nie dałaby rady. Staruszka jednak ledwo wyszepała do niej kilka słów. W duchu ciemnoskóra ucieszyła się, że otrzymała bardzo przydatną informację. Bała się zostawić cierpiącą panią samą, ale w tamtym momencie nie miała innego wyjścia. Jeszcze raz spojrzała na nią i pobiegła tam, gdzie powiedziała jej kobieta.
Evening Antarii:
-DZIĘKUJĘ. Niech Zartat będzie z tobą- powiedziała i nawet dała błogosławieństwo starowince, choć Eve nie była pewna, czy kobieta zrozumiała o co chodziło. Tak czy siak Zartat wszystko zawsze słyszy i na pewno teraz wie, żeby na.miłą uczynną staruszkę bardziej uważać i chronić ją przed wypadkami albo nawet i dłonią Rashera. Anielica i wampir mogli zatem bez przeszkód udać się do piekarni albo cukierni, by panna Antarii mogła dokonać wyczekiwanego zakupu. Idąc wskazanymi uliczkami Zartkanu, Eve rozglądała się za szyldem.
-Dobrze, że my się nie zestarzejemy- rzekła z ulgą.
Marduk Draven:
No i Armin wybiegła. Kobieta dobrze ją pokierowała. Na lewo od jej domu był kram jakiegoś medyka.
Bystre oczy Eve szybko też wypatrzyły piekarnię. Na szyldzie był wielki pączek.
Evening Antarii:
Widok pączka na szyldzie niezwykle ją ucieszył. Nie marnując czasu, Eve weszła z Dragiem do sklepu. Anielica zdawała się być w siódmym niebie, choć torturą było wybieranie rodzajów pączków. Zdecydowała się spróbować każdego.
-Poproszę po jednym pączku z każdego rodzaju!- niemal krzyknęła z zachwytu. Na jej twarzy gościł szeroki uśmiech, a oczy błyszczały jakby była dzieckiem i dostała nową zabawkę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej