Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Armin:
Kot najwyraźniej chciał, aby kobieta za nim poszła. Nie wiedziała jaki ma w tym cel, ale była tego niezmiernie ciekawa. Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Jeśli byłaby to prawda, to Armin zasiadała by obok najpotężniejszych i najstraszniejszych demonów, jakie istniały.
Zwierzę zaprowadziło ją w wąska uliczkę. Nie wyróżniała się niczym specjalnym. Kot nagle i zwinne wskoczył na kupkę zebranych śmieci leżących na ziemi, a następnie jednym skokiem dostał się na parapet pobliskiego okna. Popatrzył na nią znacząco miaucząc przy tym. Ciemnoskóra zrozumiała, że zwierzę chce, aby za nim dalej iść. Maurenka nie myślała długo. Po chwili zrobiła kilka kroków, również odbiła się od śmieci i z wyuczoną precyzją wskoczyła na ten sam parapet. W tamtym momencie cieszyła się, że nie miała przy sobie kuszy ani katany, bo owe bronie w mniejszym lub większym stopniu krępowałyby ruchy dziewczyny. Okno było na tyle duże, że zmieściła się w nim idealnie.
Marduk Draven:
Dom zostawiony był w nieładzie. A pośród porozrzucanych mebli Armin mogła zauważyć, że pośród tego bajzlu leżała starsza kobiecina. Trzymała się za serce, bardzo kurczowo.
Nawaar szybko zaś dobiegł do innego maurena, którego spowolnił gęsty tłum.
- Nie wiem - odrzekł Marduk Patricii.- Przy każdej okazji mówią o jakimś mitycznym kiju w mojej dupie, hipokryzji oraz zadufaniu w bractwie, fanatyzmie, o tym, że niby zabili więcej demonów, wampirów et cetera, że nasze moce, to prosta magia i mutacje, no i jak ten z tych zasranych krasnoludów, rzygają po kaplicach - dodał.- Jak dla mnie po prostu we łbach im się przewraca.
Nawaar:
Nawaar miał więcej werwy niż stróże prawa, nie mając problemów dorównał kroku uciekinierowi, jednakże go nie powstrzymał, tylko powiedział do niego. - Za mną. Zaczął prowadzić go prowadzić bocznymi uliczkami, przy okazji przewracając kilku przechodniów do wytworzenia chaosu, który momentalnie wytworzył się wokół, dając szanse na szybką, ucieczkę w boczne zakamarki miasta, gdzie ludzkie i nieludzkie oczy nie sięgają, nie był to może dobry uczynek, lecz nikt mu nie zarzuci, że sprzedał swojego za 30 grzywien!
Evening Antarii:
Evening liczyła w wykonaniu Draga na coś bardziej efektownego. Jakiś ślizg po dachu, kilka salt w powietrzu i lądowanie na jednym kolanie. Ale schodzenie po fasadzie też robiło wrażenie. W momencie "stracenia równowagi" przez Antaresa, Eve z nerwów przygryzła dolną wargę, ale nic nie powiedziała. Później znów szło mu dobrze. Gdy wampir znalazł się na dole, Antarii zagwizdała, jak gwiżdżą czasem młode chłopaki, gdy zobaczą dziewczynę z odsłoniętymi ramionami przechadzającą się po ulicy. Z podziwu. -No, no. Zrobiłeś to z wielką gracją. A teraz chodźmy poszukać czegoś czekoladowego!
Dragosani:
- Lata wdrapywania się do okien panien opłaciły się - zaśmiał się wampir. - Tylko twój parapet zawsze był jakiś śliski... - mruknął z namysłem. - No nieważne! - machnął ręką. - Więc pora poszukać wypieków z czekoladą. - Powęszył w powietrzu. - Nic nie czuję na razie. Weź zapytaj jakiegoś przechodnia. Ciekawe czy zdoła coś wydukać, jak anielica do niego zagada. Będzie śmiesznie!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej