Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (168/233) > >>

Evening Antarii:
-I tak najważniejsze, by żyć zgodnie ze swoim sumieniem. Może taka krawcowa byłaby szczęśliwa, że może sprawiać przyjemność innym szyjąc piękne suknie- anielica wierzyła, że każdy został do czegoś pozytywnego powołany, a wypełnianie tego powołania jest ważne dla wewnętrznej równowagi. -Ja na przykład byłam bardzo zadowolona, że mogłam ci uszyć płaszcz- było to zajęcie szalenie mozolne i długie, wymagające poświęcenia dziesiątek godzin, ale opłaciło się i przyniosło kobiecie dużo satysfakcji. -Hmm... Możemy jeszcze pozwiedzać. Albo poszukać jakichś dobrych ciasteczek -Eve naszła ochota na coś słodkiego.

Patty:

--- Cytat: Marduk Draven w 15 Marzec 2019, 13:32:18 ---- Było to wczoraj widać - odrzekł Marduk przyjacielskim tonem do anielicy. Sam czasami lubił się napić, choć trzymał kulturę. - Śmiesznie było patrzeć jak gasisz bękarty. Jak pety - dodał, gasząc resztki swojego papierosa.

--- Koniec cytatu ---
- Lubię sobie pofolgować, to prawda. Ale życie by się umartwiać to nie życie, przynajmniej dla mnie. Bardzo możliwe że tę ideę dzielę z Bękartami. Czemu wy się w ogóle tak żrecie między sobą? - dopytała Patty. Była świadoma pewnych rywalizacji pomiędzy organizacjami, ale to co widziała do tej pory było czymś zupełnie innym.

Dragosani:
Drago uśmiechnął się na wspomnienie spotkania, kiedy to ów płaszcz otrzymał.
- I do dziś go noszę, gdy jest okazja - odparł. - Czyli na jakieś oficjalne audiencje czy wizyty ambasadorów. Trzeba się wtedy pokazać na bogato. - Spojrzał w dół. Zbadał dach katedry. Jej ścian nie widział z tego miejsca. No ale zaryzykować warto.
- No to idziemy na ciastka. Może mają tutaj kremówki? Chcesz zobaczyć jak schodzę stąd bez latania? - zapytał łobuzersko.

Evening Antarii:
-Yghh... Tylko nie kremówki!- wyraziła swoją dezaprobatę dla tego pomysłu. Na jej twarzy pojawił się wymowny grymas niezadowolenia. -Chcesz zeskoczyć jak jakiś asasyn zabójca akrobata? Dawaj. Chcę zobaczyć to z dołu- - anielica dzięki przemieszczeniu zniknęła z dachu, tylko po to, by zjawić się na dole między przechodniami. Głowę zadarła w górę, by bez przeszkód móc podziwiać wyczyn Dragosaniego. Nie musiała oczywiście mówić mu, by mimo wszystko był ostrożny. Taki zeskok to dla wampira błahostka. Mógł ucierpieć jedynie dach katedry.

Dragosani:
Dragosani nie zamierzał skakać. Za wysoko było, nawet dla niego. Stert siana na dole też nie było. Poza tym wampir widział już co się dzieje ze śmiałkami, którzy próbują tej sztuczki. Należało więc zejść. Nic trudnego, dla wprawnego! Drago zaczął w kontrolowany sposób zsuwać się z dachu. Dachówki były śliskie, ale wampir doskonale wiedział jak utrzymać kontrolę. Robił takie rzeczy wielokrotnie. A dach jego pałacu był znacznie wyżej. Dotarł do krawędzi, gdzie zatrzymał się. Odwrócił się i przelazł przez krawędź dachu, podpierając się nogami o wystające elementy ściany. Nie potrzebował wiele, ot malutki punkt oparcia. I tak zaczął schodzić. Ostrożnie, ale też sprawnie i szybko. Miał w tym doświadczenie. Głównie we wspinaniu się do otwartych okien niewiast, ale zasada jest taka sama. W pewnym momencie uznał, że śmiesznie będzie zasymulować utratę oparcia. Tak też zrobił. Zawisł na chwilę, pozornie bez kontroli, lecz cały czas panował nad sytuacją. W końcu "odzyskał oparcie" i kontynuował zejście. Odskoczył od ściany dopiero kiedy był jakieś sześć metrów nad ziemią. Wylądował zwinnie obok anielicy.
- Łatwizna - skomentował szczerząc się.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej