Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (166/233) > >>

Patty:
- Amnezja? Nie zazdroszczę - anielica ze smutkiem pokręciła głową. Kontuzje ciała rozumiała i nie bała się ich, jednak urazy które rzutowały potem na umysł głęboko ją niepokoiły - Zahipnotyzowałabym cię, ale po szkoleniu w Bractwie jesteś odporny, także to musiałoby być coś o wiele mocniejszego. Ja jednakowoż nie znam takiej magii. Wampir zaś, cóż. Zgadzam się, to często prawdziwa plaga Valfden. Poza jednym czy dwoma.

Samir:
Samotny mauren zaś dotarł do myśliwego. Nie tracąc czasu zastukał do drzwi by się uprzejmie zapowiedzieć i wkroczył do środka.
- Bry, ten łeb wąpierza to gotowy już?

Marduk Draven:
Podążając za kotem, Armin trafiła w wąską uliczkę. Czworonog z chodu przeszedł w bieg. Wskoczył na jakąś kupkę śmieci, a z niej na parapet. Okno przy nim było otwarte. Futrzak popatrzył na kobietę, miauknął bardzo głośno i wszedł przez okno. Było ono spore. Człowiek zmieściłby się.


Nawaar długo szukał czegoś ciekawego zajęcia. Nagle dobiegł go okrzyk mówiący "złodziej". Minął go jakiś mauren, który trzymał gruby mieszek w dłoni. Osobnik uciekał w stronę z której Nawaar przyszedł. Biegli zanim dwaj strażnicy miejscy.

Choćby niewiadomo jak się starał, Emerick nie mógł odczytać treści karteczki. Musiała być zapisana w innym języku.

Myśliwy, a przy tym twórcą trofeów spojrzał na Samira. Po chwili rozpoznał go. Uśmiechnął się.
- Ah, tak, tak! Wspaniały okaz! - zdjął z wampirzej głowy płachtę. Łeb był wypchany, szczerzył złowieszczo kły


Draven przytaknął Morii skinieniem głowy. Zrobił z dymu trzy kółka. Małe, duże i najmniejsze. Pociągnął z kufla miodu.
- W dodatku widzę strzępy tych wspomnień. Walczyłem jeszcze jako młodzik - dodał. - Już wtedy otaczała mnie śmierć. Pewnie gdyby nie Bractwo i służba Zartatowi, to byłbym zapitym najemnikiem jak bękarty.

Dragosani:
- Niekoniecznie myślałem o kieszeni płaszcza... - mruknął wampir. - Ale chyba masz rację. Znaczy... nie "chyba". Ani urodzenia, ani status nie określają kim jesteśmy. Pokazują to nasze czyny. - Wysłuchał dalszych słów anielicy.
- O tak. A ja pewnie żyłbym w nieszczęśliwym związku z jakąś niewdzięczną wywłoką i pił co noc w karczmie, próbując utopić smutki w alkoholu. - Uśmiechnął się krzywo. - Albo i nie. Kto wie? Może byśmy byli szczęśliwą i beztroska para rozbójników. - zamilkł na chwilę. - Skoczymy gdzieś dalej? - zapytał nagle. Na dachu zaczynało być już trochę nudno. I wiatr dmuchał po oczach.

Patty:
- Mi do dziś zostało zamiłowanie do kieliszka - zauważyła samoświadomie Patty - Ale swoje przeżyłam, nie zamierzam sobie teraz odmawiać drobnych przyjemności.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej