Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Patty:
- Nic się nie stało - Patty zrobiła niewinną minkę, słysząc pytanie Marduka. Gdy je zadał miecz już dawno spoczywał w pochwie, a anielica właśnie kończyła rozbrajać pistolet - Zaprzyjaźniałam się z Merithem. Ciekawy elf z niego.
Evening Antarii:
-Bo ze swoimi małymi skrzydełkami i tak nie masz ze mną szans!- zawołała z góry, żeby nieco zirytować króla. Antarii leciała tak wysoko, aż mogła ogarnąć całe miasto jednym spojrzeniem. Później zaczęła swobodnie spadać w dół. Skrzydła miała złożone ciasno na plecach. Wiatr tańczył jej we włosach i prześlizgiwał się po gładkich piórach. Spadała cicho, właściwie pikowała. W końcu rozłożyła szeroko skrzydła, by wyhamować. Znalazła się w ten sposób na wysokości dachu katedry. Odszukała Dragosaniego wzrokiem, a było to niełatwe zadanie. Jednak dzięki kocidmu wzrokowi dojrzała nietoperka na tle fasady katedry. Minęła go szybko, tworząc specjalnie wir powietrza, któremu wampir w obecnej postaci nie mógł się oprzeć. Sama zaś podleciała na szczyt dachu katedry zartykańskiej i wylądowała tam niemal się nie wywracając przy okazji. Otrzepała ręce z brudu i udawała, że tak naprawdę pojawiła się tu z gracją. Miała nadzieję, że król tego nie widział! Teraz czekała, aż i on zjawi się obok.
Samir:
- Tak było - potwierdził ze swej ławy Samir, który wciąż drzemał. Lub udawał że drzemie. Kto wie z tymi maurenami - Nie zmyślam.
Zaidaan:
- Hm?
Hmmnął Emerick słysząc konspiracyjne "pssst!" i odwrócił głowę w tamtym kierunku. Ostrożnie się obrócił i trzymając dłoń na rękojeści powoli ruszył w kierunku Psssytacza.
Marduk Draven:
- Bardzo ciekawy. Tak jak hemoroid - odrzekł Marduk Zdjął miecz z pleców i oparł go o stół. Jego głowica miała wyryty symbol Bractwa Świtu, oraz jakiś napis po dracońsku. Przy jelcach była też rozwarta lwia paszcza. Wyglądało to tak, jakby ostrze wychodzi wprost z niej.- Napijesz się miodu? - zaproponował anielicy.- Ja stawiam! - dodał z uśmiechem tak przekonywującym, jak szept samego Zartata.- Papierosa? Też miodowe.
Z zaułka wychylił się ktoś w kapturze. Skinieniem palca przywołal Emericka.
- Podejdź! - szepnął.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej