Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Zaidaan:
- Już spieprzył, mag chędożony. Tfu! - Wyszedł zza rogu i rozejrzał się po okolicy. - No, skoro już jesteśmy na zewnątrz - chodźmy się tu rozejrzeć! - Zaproponował i ruszył powoli przed siebie rozglądając się za czymś ciekawym.
Evening Antarii:
-Co z nimi nie tak?- zamrugała szybko, zdziwiona. Nie przejmowała się tym jednak zbyt długo. Jej wzrok podążył za wzrokiem Antaresa. Czyli na najwyższy punkt w mieście, a może i w okolicy.
-Z tobą zawsze- odparła bez chwili wahania. Po sekundzie Eve już nie było w miejscu, w którym przed chwilą stała. Dzięki przemieszczeniu znalazła się kilkanaście metrów nad ziemią i dopiero tam rozłożyła skrzydła i mocno nimi machnęła, by wzlecieć prosto w górę.
Dragosani:
- Ej, oszukujesz! - Drago krzyknął za anielicą, po czym sam wyskoczył w powietrze i przemienił się w nietoperza. I już jako małe, latające stworzenie, przeleciał nad głowami mieszczan, kierując się w stronę katedry. Konkretnie na jej dach.
Armin:
Ciemnoskóra nie do końca orientowała się w zaistniałej sytuacji. Anielica z królem poszła na spacer, druga anielica kogoś bodajże zaatakowała i zebrała się jakaś grupa widzów czy uciekających przed kobietą mężczyzn. Może dlatego, że było za wcześnie, aby myśleć logicznie i racjonalnie, a może to dlatego, że za dużo się działo w jednym momencie, a maurenka dawno nie obcowała z taką grupą osób. Ostatnie lata spędziła w izolacji, w swoim hermetycznym małym świecie.
Nie rozumiała też, dlaczego ona oraz reszta wstała tak wcześnie, jeśli nic sensownego nie mają do roboty i muszą czekać do wieczora, aby wyruszyć z grupą maurenów do kopalni na przeszpiegi. Na pierwszy rzut oka - bez sensowne działanie. Cóż, jeżeli jednak tak się stało to najwidoczniej jakiś sens, większy czy mniejszy musiało mieć. Armin nie była od oceniania, tylko od działania.
Widząc, że wszyscy robią to, na co aktualnie mieli ochotę, kobieta dokończyła posiłek i wstała od stołu, po czym narzuciła płaszcz, a następnie wyszła z karczmy. Chciała się przewietrzyć, więc poszła przed siebie, bez żadnego konkretnego celu.
Marduk Draven:
Marduk wracał z kaplicy, gdy zauważył zaistniałą między Merithem a Patricią sytuację. Na jego twarzy nie gościła absolutnie żadna emocja. Nie drgnęła ani razu. Wszedł do gospody chwilę po tym gdy Armin z niej wyszła. Zdjął kaptur z głowy i rozpuścił włosy, które jak czarna burza chmur deszczowych rozpostarły się po jego ramionach. Zdjął pelerynę i powiesił ją na wieszaku. Usiadł przy Patty.
– Co się stało? – spytał anielicę. – I czemu Merith zapoznał się z Twoją anielską nogą i ziemią? – dodał lekko zdziwiony.
Przechodnie zareagowali ochami i achami gdy anielica, a potem wampir wzbili się w powietrze, wskazując na nich palcami. Katedra miała strzelisty dach. Trudno byłoby się utrzymać na nim normalnemu człowiekowi, ale czy wampirowi i aniołowi? Drago, jak i Eve mieli się za chwilę przekonać. Lub stałoby się tak, gdyby dzwon nagle nie zadzwonił donośnie, mocno, głośno. Bił niczym serce miasta, pompujące krew w ciało.
No a na ulicach było wiele ciekawych rzeczy, ale zależy dla kogo. Emerick usłyszał ciche "psst!". Takie konspiracyjne "pssst!" z zaułka.
Staruszek dopomógł trochę Nawaarowi. Szybko się uwinęli. Mężczyzna popatrzył na wojownika i wyciągnął do niego dłoń
- Dziękuję, młody człowieku! – powiedział.- Proszę, weź to. Służył mi kiedyś dzielnie, gdy byłem młody. Kosztował małą fortunę. Niech ci dobrze służy! I Zartat niech ci świeci na drodze!
Tym, co Nawaar dostał była pochwa z nożem. Nóż był ze szkła ilusmirskiego. Widocznie szczęście, lub sam Zartat uśmiechnęły się do maurena i wynagrodziły mu stratę. A wszystko to za cenę bycia dobrym człowiekiem.
//Nawaar otrzymuje:
Nazwa broni: Pobożny
Rodzaj: nóż
Typ: jednoręczny
Ostrość: 35
Wytrzymałość: 21
Opis: Wykuty z 0,16kg szkła ilusmirskiego o zasięgu 0,2 metra. Krótkie jelce układają się w kształt małych płomyków, z kolei ostrze ma wygrawerowany mały napis, który brzmi: "Zło dobrem zwyciężaj"
Spacer dobrze zrobił Armin. Posiłek lepiej się układał. Ludzie byli uprzejmi i mili. Napotkała na ulicy małego, rudego kota, który zatrzymał się przy niej i zaczął łasić o jej nogę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej