Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Nawaar:
- Dobrze. Opowiedział, po czym wziął drewnianą skrzynię pełną narzędzi od starego kupca. Rzeczywiście nie była ciężka zwłaszcza dla rosłego maurena, który przewyższał staruszka już pod każdym względem. Ciemnoskóry otworzył zawartość owej skrzyni, sprawdzając co rzeczywiście jest w środku. Staruszek nie wyglądał na kłamce i raczej żadnych węży tam nie znajdzie, tylko wspominanie narzędzia tak w rzeczywistości było. Same narzędzia, które wykładał na wystawę staruszka. Wiele tego nie było i dość szybko się uwinął z robotą, po tym zamknął skrzynie pozostawiając ją pustą na wozie. - Tak może być? Coś jeszcze będzie do zrobienia? Może jeszcze na coś staruszkowi się przyda.
Egbert:
Egbert nie miał pojęcia jak walczyć z aniołem, nie mówiąc już o tym że średnio chciało mu się narażać dla bliżej nieznanego maga. Wziął więc przykład z reszty towarzyszy i poderwał swoje cielsko z krzesła, po czym dał nogę na zewnątrz.
-Robimy coś?- Zapytał gdy już znaleźli się we względnie bezpiecznym miejscu. Rudobrody w dalszym ciągu miał kubek kakao w ręce.
Merith:
- Ała! Krzyknął lecąc na ziemie. - Dobra, przepraszam. Weź się uspokój kobieto. Powiedział wstając, teleportował się jeszcze raz tym razem gdzieś gdzie go psychiczna i agresywna anielica nie znajdzie.
Melkior Tacticus:
- Nie, Merith to wrzód na dupie. Nawet lepiej że go pogoniła, serio. Nie chcecie dla niego się narażać.
Patty:
- Już możecie wyjść - zawołała Patty do Bękartów czających się za węgłem jak banda knujących dzieci. Wyglądali rozkosznie. Anielica pomachała im ręką z mieczem i wróciła do gospody rozładować broń.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej