Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Samir:
- Żyjecie prawdziwie pełnią życia, Bękarty - powiedział w stronę Melkiora i jego drużyny, nie mogąc się już powstrzymać - Zazdroszczę wam, poważnie.
Nawaar:
Chodząc sobie po mieście od tak, zrzucało się ciemnoskóremu w oczy kilka rzeczy, które dla kogoś innego miałby znaczenie. Najbardziej przykuły jego uwagę dwie rzeczy strażnicy, wynoszący trupa czyli właściwie dzień jak co dzień, bo nawet w "świętym mieście" dochodzi do różnych zdarzeń oraz kawałek dalej najzwyklejszego kupca na świecie, który może potrzebował pomocy przy rozładunku towaru. Postanowił zagadać do człowieka, gdyż może załapie się na małą fuchę i kilka grzywien mu skapnie. - Dzień dobry może pomóc, przy rozładunku? Uśmiechnął się swoimi bielutkimi ząbkami, które mogły odbijać promienie słoneczne.
Melkior Tacticus:
- Żartowałem, oni już limit wyczerpali. Wódy też nie ma już. Spojrzał ostro na Torsta i Emericka. - Wiesz Samir, to i tak lepsze od bycia rycerzem jego zajebistości Zartata. Mnie by dupa bolała od trzymania tam kija.
Dragosani:
Dragosani spojrzał na kupca, gdy ten się ukazał. Człeczyna wyglądał skrajnie podejrzanie, więc wampir uznał, że będzie mu na ręce patrzył i pilnował, aby nie próbował go oszukać.
- Potrzebujemy mikstury - zaczął. - Koci wzrok. Jest na stanie? - zapytał.
Samir:
- Pewnie że tak. Bogobojni i cnotliwi wyznawcy Zartata, a wódę łoją jak byle kto, o innych cechach charakteru nie wspominając. Aż szkoda mordę strzępić na tę brać, ale co pan zrobisz, płacą chociaż - odpowiedział Samir.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej