Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (152/233) > >>

Samir:
Widząc byłego hetmana zmuszonego do zapłaty za swój pokój Samir zaśmiał się cicho pod nosem, po czym odwiązał arafatkę i wyciągnął się wygodnie na jednej z ław, podkładając materiał pod głowę, tworząc prowizorycznej poduszki. Po chwili mauren zdawał się drzemać, oczekując w półśnie na początek akcji.

Melkior Tacticus:
- Nie płać Emerick, powkurzajmy naszego rycerzyka. Albo nie, bo nam nie zapłaci i co wtedy? Pytałem co robimy do wieczora? Może poleżymy krzyżem w katedrze?

Nawaar:
Nawaar nie miał co ze sobą zrobić i było dość wcześnie do tego, miał czasu aż nadto, by chciałoby mu się bezczynnie siedzieć w karczmie. Zwłaszcza w towarzystwie bękartów, którzy znowu chcą nadszarpnąć stosunki z bractwem. Widać oni nie uczą się na błędach, ale cóż może nie dostaną premii i część ich grzywien, spłynie do sakiewki ciemnoskórego. W każdym razie Samir postanowił zostać, także w sumie nie mając nic innego do roboty, poszedł w miasto, poszwendać się samotnie i może zarobić parę groszy choćby na noszeniu skrzyń. W tym mieście naprawdę wszystko się może zdarzyć!

Marduk Draven:
- 25 grzywien –odrzekł karczmarz, który o dziwo nie polerował kufla. Wycierał szynkwas. - Dla porównanie każdy inny wziął o wiele tańsze. Tak żeś sobie pan sam narobił bigosu – wyjaśnił.- Z tymi luksusami to bym w ogóle uważał na czyjś koszt... – mruknął, gdy Egbert wziął kakao. A potem już się nie odzywał.

Nawet o tak wczesnej porze, w dodatku w Hemis, ludzie wcześnie zaczynali dzień. Nie mało ludzi chodziło już po ulicach miasta. Jednak nie na tyle, aby nazwać to tłokiem, tak więc Dragosani i Evening mogli spacerować w spokoju. Względnym, bo jednak widok anielicy i wampira razem przyciągał dużo uwagi, zwłaszcza w mieście, którego nazwa pochodziła od imienia boga światła, dobra i nadziei. I który też był panem aniołów.
Reakcje przechodniów jednak ograniczały się do spojrzeń, a nawet ukłonów w stronę anielicy. Nad miastem, jak zwykle górowała piękna i strzelista wieża katedry. Rozległ się z niej dźwięk dzwonów. Oznaczał on nastanie godziny ósmej rano.
Anielica i wampir dotarli też na targ. Rozkładały się tam powoli kramy różnych handlarzy, inni zaś, ci, którzy mieli swe własne sklepy, otwierali je. Wśród nich odnaleźli szyld świadczący, że właściciel był zielarzem oraz alchemikiem.


Wędrówka Nawaara prowadziła go zaś przez ulice miasta. Mauren widział, jak kilkoro strażników nosi coś okrytego płachtą. Spod materiału zaś kapały czasami krople krwi. Może były to resztki wampira, którego ukatrupił Samir? Albo jakieś wściekłe zwierze? Kto wiedział. Mężczyzna napotkał też na drodze starą kobiecinę, która to prowadziła za rekę niesfornego wnuka. Gdzie indziej, lecz całkiem niedaleko, pewien stary handlarz rozpakowywał swoje towary.

Zaidaan:
Emerick powoli wyliczył 25 grzywien i położył je na stole. Schwytał szybko za kufel i przyłożył do ust szybko odchylając głowę do tyłu. Wysiorbał wszystko, a puste maczynie położył na swoje miejsce. Przetarł usta dłonią iście elegancko jak na szlachcica-biedaka przystało. Wstał z ławy i rozciągnął się.
- No to chodźmy na miasto, może co się znajdzie do roboty, co będziemy tu gnić.
Zaproponował Melkiorowi i reszcie Bękartom, faktycznie wierzył, że nie pójdzie to na marne.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej