Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Dragosani:
Drago zbył komentarz Evening krzywym uśmieszkiem. Miał własne plany i Marduk nie miał nic do gadania. Drużyna powoli zaczynała się rozchodzić.
- Dobrej nocy wszystkim - rzucił do nich. Sam również opuścił ratusz, lecz nie skierował się do karczmy. Początkowo tak, aby zmylić potencjalnych obserwatorów, lecz później wszedł między inne budynki, znikając w ich cieniu. Na północ od miasta, tak? pomyślał, spoglądając w tamtym kierunku. Przywołał moc swojej krwi, momentalnie przekształcając swoje ciało w nietoperza. Jako mały, latający ssak pomknął w powietrzu na północ. Ku kopalni.
Egbert:
Egbert udał się do karczmy jak tylko skończyły się obrady. Nie czuł się jakoś szczególnie zmęczony, bo i dzień nie był specjalnie pracowity. Nie mniej jednak, mężczyźnie przyda się odpoczynek przed jutrzejszą akcją. Coś mu podpowiadało, że infiltracja niekoniecznie musi się udać i koniec końców trzeba będzie wpaść do obozu przeciwnika i popracować trochę mieczem. Jeśli szczęście dopisze to znajdą tam coś, co pomoże im pokonać lisza. Jak dotąd nie mieli bowiem niczego konkretnego. Po drodze do gospody Egbert złapał jeszcze Melkiora.
-Komandorze, czy działamy teraz w jakiś rejonach zagrożonych wojną? Gdzieś gdzie faktycznie może dojść do konfliktu?- Zapytał elfa. Rudobrody wiedział, że na wyspie panuje pokój, ale przecież niekiedy Bękarty wysyłały swoich ludzi poza granicę.
-Jeśli tak, to chcę prosić o przeniesienie po tej operacji. Nie żeby nie było tutaj dla mnie dość gorąco, ale... Za dużo tu podchodów, niewiadomych i czarów.
Zaidaan:
Gdy już powiedział to co wiedział, wrócił do zajadania się podanymi daniami, bo co ma się zmarnować? Myślał też nad podjebaniem srebrnych sztućcy, ale nie jest to najlepszy moment, bo jeszcze mają sporo roboty do wykonania, a nigdzie tego nie ukryje. Najbardziej go zgorszyło zachowanie tego maurena, co wyciągnął urąbany łeb wąpierza. Bękart właściwie sam nie wiedział co o nim sądzić. Z jednej strony zabił jedną z tych chędożonych kreatur, a z drugiej - wyciągnął ten łeb w najmniej odpowiednim momencie. Już miał zacząć rzucać bluzgami, ale już wystarczająco kłótni przy tym stole było, że kolejnej robić nie trzeba. Przez resztę obrad właściwie siedział cicho i odleżywał zjedzony pokarm. Wreszcie oddelegowano ich do gospody, by wypocząć przed jutrzejszą akcją. Emerick wstał powoli i podpierając trochę alkoholu, ruszył do gospody gdzie wziął na koszt Marduka jeden z droższych pokoi, no przecież musiał jakoś wypocząć, by jutro działać trzeźwo i szybko, gdy będzie tego wymagała sytuacja, prawda?
Marduk Draven:
Wkrótce też każdemu wydano klucz do pokoju. Gospodarz zapisywał przy każdym gościu cenę za pokój i numer klucza. Wszystkie pokoje, prócz tego wynajętego przez Emericka były proste, skromne, acz komfortowe. Pokój byłego hetmana miał łóżko z małym baldachimem, dywan z przedniej skóry wilka, niezwykle miękki, oraz mały kominek, w którym tlił się ogień, ogrzewając przyjemnie pokój.
Noc mijała spokojnie. Wbrew obiegowej opinii, między Patty i Eve do niczego nie doszło. Spały na dwóch łóżkach, gdyż pokój był tak zaopatrzony.
Pierwszy, jeszcze przed świtem, wstał Marduk. Siedział na dole, przy długim stole. Świt powoli się zbliżał.
Samir:
Korzystając z okazji Samir ruszył na obrzeża miasteczka, gdzie jakoby miał mieszkać myśliwy znający się na konserwacji trofeów wszelakich. Mauren polubił pozyskaną dziś głowę i postanowił ją zachować, a nie mógł przecież po prostu postawić jej na kominku by zgniła. Błądził zatem przez pewien czas, rozglądając się za myśliwym. Odnalazł w końcu skromną chatę na obrzeżach Zartykanu, a poznał ją po wszelakich myśliwskich ozdobach i utensyliach potrzebnych w fachu. Zastukał do drzwi i szczęśliwie zastał myśliwego przebudzonego. Szybko dogadali się na kiedy wampirze trofeum będzie gotowe i mauren wrócił do gospody.
Wstał równo ze świtem, narzucił koszulę i asasyńską szatę na plecy i ruszył do głównej sali.
- Bry... - rzucił marszałkowi i rozejrzał się za chlebem i czymś do zagryzienia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej