Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Nawaar:
Mauren wytarł buty i wszedł do środka domostwa. Jak mógł już usłyszeć nie był on pierwszym, który przybył już do zleceniodawcy. Ciemnoskóry zdjął włócznię, pozostawiając ją koło wejścia do budynku. W każdym razie przywitał się z nowo zebranymi skinieniem głową i zasiadł do stołu, oczekując śniadania pośród różnej kompanii, bo jak widać zebrali się przedstawiciele niemal każdej rasy obecnej na kontynencie.
// Egberta spotkałem! Mężczyzna wepchnął go do ust i opuścił domostwo kierując swoje kroki w stronę dzielnicy obywatelskiej. Dotarł pod dom szlachcica jeszcze przed wschodem słońca. Jako że o tej porze nie wypadało walić do drzwi, Egbert zdecydował się zaczekać do rana na zewnątrz.
Marduk Draven:
//Tego, którego wpuściłem do środka razem z innymi? "Cerbin z kolei otworzyła drzwi i wpuściła KAŻDEGO CZEKAJACEGO do środka, zapraszając przy tym gestem." Ale już nie ważne.
Marduk z kolei zszedł na dół, ubrany w skromną, czarną szatę, ze związanymi wysoko włosami i jedynie małym sztyletem przy pasie.
– Witam zebranych, stare zarówno jak i nowe twarze. Zanim przystąpimy do śniadania, zaczekamy na panienkę Antarii. W międzyczasie, chętnie poznam nowo przybyłych! – powiedział, po czym skierował się w pierwszej kolejności do Mirzaka.– Marduk Draven, a ciebie jak zwą? – spytał, wyciągając dłoń.
Mirzak aep Rothgar:
- Patrzcie no - obruszył się niepamięcią marszałka - Młody a sklerotyk. Mirzak aep Rothgar. Podał rękę, a gdzie się poznali nie mówił. Niech se dziad przypomni. - Ile na te babsko będziem jeszcze czekać?
Marduk Draven:
– Na panienkę Antarii zaczekamy tyle, ile trzeba – odrzekł oschle. Nie znosił krasnoludzkiego chamstwa i warcholstwa, to też przeszedł do drugiej, nowej twarzy, jaką był Egbert i z nim także przywitał się, przedstawiając się i podając dłoń. – Jeśli ktoś spragniony, niechaj leje sobie co i ile chce! – rzucił jeszcze.
Mirzak aep Rothgar:
- A co ona świnta jaka anielica czy co? Odburknął zniecierpliwiony, nalał sobie piwa, oczywiście chlapiąc obrus. - Z babami to trza twardo. Kazik polać ci? Powiedział co wiedział i zapytał kompana. (Reszta Bękartów okazała zażenowanie)
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej