Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Evening Antarii:
--- Cytat: Marduk Draven w 10 Marzec 2019, 13:34:24 ---Evening Antarii mogła wyczytać, że Samaël był potężnym czarnoksiężnikiem, dawniej wojowniekiem i wodzem wojennym pewnego nienazwanego plemienia. Mówiono o nim "kobra", bo uderzał tak szybko jak ona. Samaël zaprzestał wojowniczego życia, gdy stracił swą ukochaną. Chcąc przywrócić jej życie miał zaprzedać swą duszę istocie zwanej "Bartzabel". Istota ta odebrała mu ciało i życie, czyniąc go "Anpu" – prowadzącym umarłych. Anpu musiał strzec swego skarbu, serca. W zamian dostał władzę nad życiem i śmiercią. Ku swej rozpaczy, odkrył jednak, że nie może przywiązać duszy umarłej osoby do jej ciała, a jedynie utworzyć sztuczną osobowość w nim. Samaël zniknął sto lat po swych "narodzinach". Pozostał znany jak "Jad boga". Obok tekstu była też rycina.
--- Koniec cytatu ---
-Jak nie-romantycznie- zaśmiała się pod nosem po usłyszeniu historii. -Wygląda na to, że ta książka nie da nam odpowiedzi, gdzie jest serce. Ale ja znalazłam coś. Samaël to był czarnoksiężnik, zwany też "kobrą". Wcześniej dużo wojował, ale stracił ukochaną i jego myśli były skierowane tylko na to, by ją ożywić. Oddał to co najważniejsze... duszę. Oddał ją Bartzabelowi. Samael stał się Anpu, czyli prowadzącym umarłych. Był bardzo potężny, ale ukochanej nie mógł ożywić. Po tym zniknął. Zobacz, to chyba on- wskazała maurence rycinę. -Fuj
Samir:
Po schowaniu denara i wyjściu z ratusza Samir zaczął się snuć po miasteczku. Pełne bogobojnych i cnotliwych wyznawców Zartata nie stanowiło dla niego interesującego miejsca, jako urodzony i wyszkolony morderca dużo lepiej czuł się w slumsach czy pogrodziach wielkich miast, nie w cichym, klasztornym miasteczku. Nie miał też pomysłu gdzie się udać, wiedział że drugi mauren udał się do karczmy, a kompania najemników udała się na ruchanie, toteż tam postanowił nie iść. Snuł się zatem po mieście, rozglądając się za kimś interesującym. I samotnym.
Nawaar:
Miejscowi byli kuszeni złotem z kopalni. W trudnych czasach chętnych zapewne nie brakowało i jeszcze ork, który nie wrócił. Mauren nie chciał mówić co się z nim stało, bo za pewne nie uwierzyliby, że stał się bezmyślną machiną do zabijania i do tego scalona z ludzkimi zwłokami. Opis owych jegomości tez mógł pomóc, bo wiadomo było kogo szukać a ten z laską zapewne był magiem a wszystko to działo się na północy. - Wiecie może kiedy byli ostatnio? Może dałbym radę zaciągnąć się i wypytać o waszego kamrata? Wolał ciągnąć rozmowę dalej, bo cóż może jeszcze będą jakieś wskazówki.
Armin:
- Co fuj? - zaśmiała się. - Nie wiesz jak wcześniej wyglądał, może mu ta przemiana na lepsze wyszła. - stwierdziła lustrując obrazek. - Dwie historie, a i tak praktycznie chodziło o to samo - o kobietę. - westchnęła. - Co miłość może zrobić z człowiekiem, tragedia.
Marduk Draven:
Merith odkrył jakiś zapisek.
--- Cytuj ---Bartzabel – demon, pan burz, patron rewolucji według wyznawców. Demon opatrzony czarnymi skrzydłami z piór. Do jego przyzwania potrzeba mocy pięciu nekromantów.
--- Koniec cytatu ---
Marduk zabrał się za "Purpurowy płomień".
Nurgleum z kolei było zbiorem zapisków kilku czarodziejów. Opowiadało historię przyzwania jakiegoś demona, którego nie nazwano. Istota otchłani miała dać magom panowanie nad życiem i śmiercią. Ceną były jednak dusze. Okazało się jednak, że coś poszło nie tak podczas przywołania. Że jeden z nich, Samaël, zdradził pozostałych nekromantów i w kluczowym momencie zabił ich z pomocą swych pionków. Gdy demon został przyzwany, okazało się, że Samaël zastawił pułapkę w miejscu przywołania i wchłonął znaczną część mocy demony, od razu go przy tym wysyłając z powrotem do otchłani.
– Masz coś? – spytał Marduk. – Ja mam trochę informacji o jakimś magu, nekromancie. Miał być tak pogardliwy wobec życia, że zabijał wszystko i wszystkich co spotkał by tylko wskrzesić to swymi mrocznymi mocami.
Jeden z orków złapał Nawaara za ubranie i pociągnął do siebie. Śmierdziało mu z gęby.
– A co ci kurwa do niego? Znałeś go, czarnuchu? – warknął.
– A co nam szkodzi, Cosinnus? Najwyżej zdechnie – dodał drugi.
Cosinnus puścił Nawaara.
– Powinni być w mieście jutro, wieczorem w tej karczmie. A teraz zjeżdżaj.
Samir długo nie spotkał ani żywej duszy. Była noc, ciemna i dość chłodna. Ludzie raczej wtedy nie wychodzili. Nagle jednak spostrzegł samotną osobę. Kobietę, młodą. Szła w nieokreślonym kierunku, jakieś dwadzieścia metrów przed maurenem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej