Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (113/233) > >>

Marduk Draven:
– Kurwa, ten to nawet w świetle jest niewidzialny – rzucił, gdy Samir wyszedł. – Oczywiście, ty wiesz lepiej, Patty. Dziękuję, że dbasz o mnie! – odrzekł. Otworzył drzwi i puścił kobiety, wampiry i czarodziejów przodem. Gdy już wyszyli, Draven poprowadził ich przez puste ulice. Było późno. Znacznie później, niż gdy bękarty i reszta wyszli na swoją "misję". W dodatku wiało delikatnie chłodem, co najbardziej odczuła Patty, której alkohol teraz tak nie grzał. Nie był to mróz. W końcu, po paru minutach spaceru dotarli do katedry. Miała dwie wysokie, strzeliste wieże i bramę w postaci zaokrąglonego portalu. Na drzwiach, dużych i mosiężnych, wyryte były anioły.
W środku było pusto. Prócz jednego kapłana, który powoli gasił już świecie na ołtarzu. Świątynia miała kilkadziesiąt rzędów dębowych ław. W centrum położony był złocony posąg Zartata. Bóstwo dzierżyło miecz z ognia, a na plecach miało wiele skrzydeł, które łączyły się w jedną parę. Ze strzelistego sufitu zwisały żyrandole z lampami oliwnymi. Na ścianach znajdowały się zaś płaskorzeźby przedstawiające boga światła i jego anioły. Na lewo od ołtarza były mosiężne drzwi.
– Draven. My do biblioteki! – rzucił do zajętego kapłana. Ten oderwał się od wygaszania i podszedł do drużyny. Wręczył Mardukowi duży klucz i odszedł, skłaniając się delikatnie. Marszałek otworzył drzwi. Za nimi były dobrze oświetlony schody. Gdy drużyna je pokonała, znalazła się w bibliotece. Miała ona dwa piętra i sporą ilość regałów zapełnionych różnymi księgami i zwojami. Na dole, na który prowadziła para drewnianych schodów – jedna na lewo, a druga na prawo, były stoły, na których najpewniej można było pisać, oraz czytać. Marduk rozejrzał się. Biblioteka pachniała atramentem i starym papierem.
– Dragosani, pójdź z Merithem – polecił. Wskazał jedną z sekcji biblioteki. – Tam są tomy o czarnej magii. Evening i Armin, wy skierujcie się w drugą stronę. Są tam tomy o rodowodach Ishgar oraz czarnych owcach tego kraju – wskazał sekcję na przeciwko tej Dragowej i Merithowej. – Ja i Patricia na dół. Jest tam wszystko co mamy o nekromancji i liszach. Chodź, Patty – rzucił na zachętę, delikatnie się uśmiechając i ruszył ku schodom.

Egbert:
Egbert wybrał tę blondynkę, która miała do zaoferowania trochę więcej niż jej koleżanki. Takie właśnie kobiety pociągały najemnika. Mocne biodra, pełny biust i, obowiązkowo, tyłek który zdawał się przyciągać właścicielkę do ziemi. Niektórzy mogliby narzekać, że dziewczyna była trochę za bardzo przy kości, ale rudobrody właśnie kogoś takiego szukał. Chudzielce i wypłosze zostawiał dla innych, nie chciał ich połamać. Zadowolony objął młódkę potężnym ramieniem i zaprowadził na górę. Zaraz po wejściu do pokoju pchnął dziewczynę na łóżko i zaczął pozbywać się jej ubrań. Bękart nie tracił czasu na grę wstępną, bo na dobrą sprawę nie wiedziałby nawet jak się za to zabrać. Od razu przeszedł do rzeczy, samemu nawet nie zdejmując butów. Jak do tej pory, łoże dzielił tylko z dziwkami, markietankami i córkami młynarzy. Te ostatnie nigdy nie potrafiły odmówić żołnierzom mijającym ich wioski. O tak, Egbert służył odkąd pamiętał. Prawdopodobnie sam był owocem związku żołdaka z obozową dziwką, więc praktycznie nie znał cywilnego życia. Nic więc dziwnego, że nigdy nie nawiązał żadnej nieco bardziej romantycznej relacji z kobietą. Gdy było już po wszystkim, najemnik mocno klepnął swoją towarzyszkę w tyły. Dziewczyna skrzywiła się ledwo zauważalnie. Widać to nie był jej ulubiony typ klienta, ale starała się robić dobrą minę do złej gry. Zanim zdążyła pozbierać swoje ubrania, rudobrody stał już przy drzwiach. Nacisnął na klamkę i już miał wyjść, gdy nagle do głowy wpadł mu pewien pomysł. Chyba wiedział już, jak wyciągnąć od burdelmamy wszystko co mogła wiedzieć o wiadomej sprawie. Egbert wyszedł na korytarz, ale zamiast zejść na dół oparł się o ścianę i skrzyżował ręce na swojej potężnej piersi. Czekał, aż na korytarzu pojawi się Torstein, albo Melkior. Wtedy najemnik będzie mógł przedstawić im swój plan. 
-Zaraz zejdę, muszę chwilę odsapnąć.- Odpowiedział na pytające spojrzenie dziewczyny, która wyszła z pokoju chwilę po nim.

Marduk Draven:
- Ta informacja będzie cię kosztować – odrzekł karczmarz.- – Powiedzmy, że tak z 30 grzywien – dodał.

Nawaar:
Mauren musiał być głupi, żeby wierzyć, że informacje dostaje się za darmo. Zwłaszcza, że pochodzą one od typa, która darzyć zaufaniem, nie powinno się od tak. Jednak te wydane grzywny mogą go, naprowadzić na ślad porywanych lub porywaczy, więc zgodził się bez wahania. - Dobrze w imię lepszych relacji i dalszej współpracy. Trzymaj. Ciemnoskóry przemówił niczym stary kupiec, by chwilę później wyłożyć monety. - A teraz mów.


121g - 30g = 91 grzywien

Marduk Draven:
- Ja nic nie wiem – odrzekł. Po chwili jednak znów podjął.- Ale oni wiedzą. Nazywają się Sinnus, Cossinus i Tangens – wskazał na stolik, przy którym trzech orków grało w kości i popijało piwo.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej