Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Marduk Draven:
– No możliwe, nawet bardzo, że podobni do tego, z czym walczyłaś. Chyba – odrzekł. – I wiesz, Patty, są źli. Tak no bardzo źli. A my chyba ze złem walczymy – odrzekł.
Gdy Patty wypchnęła ludzi, Marduk popatrzył na nią, potem na drzwi i znów na nią. Szczęka prawie opadła mu ze zdziwienia na podłogę.
Dragosani:
- Zamknij buzie, bo ci mucha wleci - skomentował wampir. Sam nie bardzo przejął się wypchnięciem burmistrza i elfki, bo też nie bardzo wiedział po co przyszli. Po co burmistrz przyszedł. Teraz, a nie kilka minut wcześniej. Paskudne wyczucie czasu. Naprawdę.
- Mamy jakieś szacunki, ile takich stworów może on mieć? - zapytał.
Marduk Draven:
– Wtedy spotkaliśmy tak z czterech, maksymalnie pięciu. Ale minęło parę lat, więc trudno powiedzieć – odrzekł po chwili.– To ten, tego no tamtego... idziemy do tej biblioteki?
Evening Antarii:
-Możemy. Poróbmy coś pożytecznego w porównaniu do reszty, która poszła w miasto- skrzywiła się trochę na myśl o biednych dziwkach, które będą musiały obsługiwać Bękarty. Dziewczyny zapewne nawet po kąpieli we wrzątku nie zmyją z siebie zapachu najemników i śladów po ich brudnych łapskach. -Biblioteki Zartykanu powinny być zasobne w odpowiednie księgi. Ar, chodź z nami. Nie ma sensu, byś włóczyła się po mieście.
Dragosani:
- Biblioteka, tak - potwierdził wampir. Spojrzał na ciemnoskórą. - No do miasta raczej jej ie puścimy. No chyba, że sama chcesz. Wtedy mamy prawa cię zatrzymywać. - Zwrócił się do dziewczyny. - W sumie przyda się dodatkowa para rąk i oczu bibliotece, jeżeli zrobimy drugi wyjątek. Chyba, że masz jakiś inny pomysł, Spock Marduk.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej