Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (106/233) > >>

Zaidaan:
Szczerze powiedziawszy, Emerick nie był zbyt wtajniony w cele misji, bo wprosili go na siłę strażnicy Mardukeja. Ale skoro dostał pieniądze i rozkaz od samego króla by udać się do burdelu, to jakże mógł odmówić? Dosiadł się szybko do blondynki i objął ją, jednocześnie łapiąc ją drugą ręką za udo. Szepnął jej kilka słówek na ucho i zabrał kurtyzanę do jednego z wolnych pokoi.

Marduk Draven:
Patricia miała ładny uśmiech. To Marduk musiał przyznać, przynajmniej w duchu. Przyjął puchar, odwzajemniając uśmiech. I napił się.
– Gratia – podziękował anielicy. – Eeem... co to miało być? – spytał retorycznie.– A! Tak, tego mutanta, z tamtej jaskini. Mówisz, że wyglądał jak ork? To by pasowało... – rzucił. Trudno było zachować się poważnie. Napił się znowu, ale z umiarem.

//Patty otrzymuje: upojenie alkoholem


Do Melkiora pomachał panienka o kasztanowych włosach. Zbliżyła się.
– Witaj panie. Znudzony podróżą? Żona męczy? Pracownicy są wrzodem? Ja pomogę! – wzięła elfa za rękę i poprowadziła na górę.


No a towarzyszka Kazmira zaśmiała się niewinnie. Pokój był schludny, z łóżkiem, stolikiem z winem i świecami.


Blondynka pisnęła lekko, może Emerick miał zbyt mocną rękę. Zarumieniła się od słówek i niczym kot prowadzony zapachem ryby, poszła za byłym hetmanem.


Karczmarz popatrzył na Nawaara. Milczał tak chwilę.
- Zależy czego szukasz. Mamy tu niedaleko taki interes, ale to trzeba mieć krzepę.

Armin:
Armin podziękowała anielicy małym uśmiechem, co dla kobiety było wysiłkiem, ponieważ nie uśmiechała się od dłuższego czasu. Spojrzała na podstawiony jej przed nos talerz z jedzeniem. W zasadzie nie wiedziała, kiedy dokładnie jadła ostatni posiłek, także nawet nie protestowała przed przyjaciółką. Wzięła sztućce, po czym zaczęła konsumować królika.
- Dziękuję... - zamyśliła się - Eve. - dokończyła. - Mogę ci zadać jedno pytanie? - spojrzała na współrozmówczynię. - Czy... - urwała na moment. -Czy ktoś mnie w ogóle szukał...?
Potem dodała.
- Tak, muszę się czymś zająć, aby za dużo o tym wszystkim nie rozmyślać. - stwierdziła pewna siebie.

Evening Antarii:
O nie. Armin poruszyła trudny temat. Jakoś trzeba było dyplomatycznie z tego wybrnąć.
-Silion chyba nie dawał sobie rady sam z dzieckiem. Wiesz, ja w tamtym czasie też przechodziłam trudne chwile, właściwie to siedziałam w swoim dworze i piłam wino. Dosłownie. Nie wiem co działo się z małym aep Morem. Ale Silion martwił się, szukał ciebie. Jak mógł tego nie robić?... Przecież cię kochał niezależnie od tego, czy się kłóciliście czy nie. Ciężko mi cokolwiek powiedzieć na temat tego, co teraz się z nim dzieje, niestety. Wybacz...- to ostatnie powiedziała przepraszającym tonem, jakby to była jej wina. Może rzeczywiście mogła sama bardziej się tym zainteresować w owym czasie.
-Pamiętasz, kiedyś obie byłyśmy dręczone przez demony, które potem nas opętały. Obecny tu Drago też. I Melkior, który pewnie poszedł teraz ruchać za pieniądze króla. Zapewniam cię, że dla wielu ludzi na Valfden jesteś ważna. Ja osobiście myślałam, że sama odeszłaś.

Melkior Tacticus:
- I to jakim wrzodem moja droga. Klepnął delikatnie ją w zgrabny tyłeczek i ruszył do pokoju. Już w drodze odpinając klamry pasa. W pokoju zaś zaczął od rzucenia broni w jeden kąt, a trochę tego było. Nie sądził nigdy że zarucha w imie ojczyzny. Zdjął górną część pancerza i koszulę, ukazując umięśnioną klatę. walnął się na łóżko. <Dalsza część posta jest tak ostra że wymaga cenzury, ale zrobili to cztery razy po dwa razy i osiem razy raz po raz>

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej