Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Nawaar:
Nawaar miał to czego potrzebował. Teraz mógł udać się z tajną misją, a mianowicie wolał pójść do karczmy. Tam pośród biedaków, alkoholików i ludzi marginesu pewnie znajdował się nie jeden szpieg. Trzeba było to sprawdzić, także pełni nadziei, że się przyda tej misji chyba, że król celowo chciał się ich pozbyć, by móc pomyśleć w spokoju? Kto to mógł wiedzieć. Zatem poszukiwanie karczmy trwało w najlepsze w tym wypadku, kierował się słuchem, bo tam gdzie głośno tam musi być jakiś przybytek i gorzej wyglądał tym więcej ludzi marginesu, złoczyńców i tak dalej.
Torstein Lothbrok:
– No, to gdzie idziemy? Na dziwki, czy napić się? Czy i to i to? – Torstein zagadał do Egberta, gdy już oboje mieli pieniądze.
Marduk Draven:
Tymczasem w ratuszu, gdzie zrobiła się masa wolnego miejsca, dalej przesiadywała mała grupka osób. Konkretnie, dwa anioły, wampir, wojownik, czarodziej oraz dwoje rządzących w mieście. Marduk popatrzył po sali, gdy bękarty wraz z niezrzeszonymi opuściły pomieszczenie. Na pewno w sali było lżej bez ochlejmord, które jakąkolwiek etykietę zachowania, czy pobożność widzą jako zadufanie. Marduk odetchnął głębiej i wziął łyk wina, który napełnił jego brzuch przyjemnym ciepłem. Przetwarzał też w myślach historię Armin.
– Armin, dasz sobie radę sama, czy wolałabyś aby Evening została z Tobą? – spytał Kruczycę.– No i jak ty wolisz, Eve?
A tymczasem, Kazmir oraz Emerick dotarli do jakiegoś burdelu. Szyld mówił "W dziupli". Przy drzwiach stał wykidajło, standardowo jakiś ork.
Z kolei Nawaar dotarł do jakowejś karczmy. Nazywała się "Pod lisem". Alkoholem i tytoniem biło nawet zza drzwi. Słychać też było głośne rozmowy, więc musiało być w niej sporo osób.
Egbert:
-Zasadniczo nie piję na służbie...- Zaczął Egbert. Fakt, to nie była typowa misja, ale w dalszym ciągu najemnik pozostawał w pracy. Wolał więc nie łamać własnych reguł. Dziewczyny zaś zawsze potrafią poprawić humor. Nie ma to jak chwila wytchnienia w ramionach zgrabnej panny, zwłaszcza po długiej podróży. Poza tym, ryzyko śmierci było na tej wyprawie wyjątkowo wysokie, więc miło byłoby raz jeszcze zasmakować kobiety nim nadejdzie koniec.
-Idziemy do burdelu. Muszę trochę poużywać, żeby odreagować to ich gadanie w ratuszu. Sprawdźmy co potrafią dziwki z Zartykanu.
Zadecydował ostatecznie Bękart. Obaj z Torsteinem zaczęli więc rozglądać się za jakimś domem uciech. Z reguły takie miejsca rzucały się w oczy, dzięki charakterystycznym czerwonym latarniom. Gdy jednak minęło kilkanaście minut i mężczyźni dalej niczego nie znaleźli, Egbert zagadnął jednego z przechodniów pytając o najbliższy zamtuz. To powinno im pomóc znaleźć drogę.
Zaidaan:
Bękarty chyba nawet nieświadomie odnalazłyby burdel, bo patrząc po czasie poszukiwań, było to niezwykle szybko. Jak zwykle musieli przed wejściem postawić jakiegoś brzydala udającego silnego. Emerick powoli podszedł do burdelu z zamiarem wejścia do środka.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej