Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Dragosani:
Dragosani zobaczył to samo co Nawaar. Rosnące zamieszanie i chaos. Całe te narady wymykały się spod kontroli. Nowe osoby dochodziły, zaczynały się kłótnie i walki słowne.
- Myślę, że na razie nie ma sensu kontynuować tej narady - przemówił. - Naszymi następnymi krokami będzie sprawdzenie biblioteki i późniejszy zwiad do tego składu rudy. Teraz wszyscy jesteśmy zmęczeni i to widać. Później Bractwo ze mną przeszukamy bibliotekę. Bękarci i niezrzeszeni... dla was będę miał zadanie, w którym spełnicie się świetnie.
Nawaar:
W końcu głos rozsądku. Pomyślał, kiedy król wreszcie przemówił, kończąc te dysputy o wszystkim i niczym. Czasami proste zadania klarują więcej niż jakieś wielgachne plany na przyszłość, która sądząc po zebranych może być rzeczywiście różna. Dragosani miał teraz posłuch, wypadało go do końca wysłuchać skoro dał jakieś zajęcie dla każdego, oby to nie było czyszczenie stajni albo wyrywanie rzepy. - Wasza wysokość raczy kontynuować. Zachęcił wampira, mauren.
Dragosani:
Dragosani wstał. Pogrzebał przy pasie i w jego dłoni zalśniło złoto. Zaczął iść wzdłuż stołu.
- W pobliżu miasta ludzie naszego wroga rzekomo wydobywają rudę - zaczął. - Skąd muszą brać do tego siłę roboczą. Pracownicy z miasta? Porwani i zniewoleni ludzie? - Szedł mówiąc. Każdemu z Bękartów lub osobie niezrzeszonej, dawał jeden złoty denar. - Wyjdźcie zatem na miasto i zbierzcie informacje. Wniknijcie w tłum, słuchajcie i dyskretnie pytajcie. Stawiajcie piwo i słuchajcie dziwek. W ten sposób możemy wpaść na trop zwolenników naszego wroga w tym mieście, dorwać i... porozmawiać z nimi. Denar powinien pokryć koszta, ale zalecam rozmienienie go na grzywny. Powinien być tutaj kantor. - Spojrzał pytająco na Marduka. - Zalecam również, abyście chodzili po dwie, trzy osoby. Tak w razie gdyby ktoś chciał wam wsadzić kosę między żebra. Popytajcie, poszukajcie. Jeżeli czegoś się dowiecie, przekażecie nam te informacje później.
146 d - 9 d = 137 d
// Pieniądze dostali: Nawaar, Egbert, Kazmir, Melkior, Ashog, Torstein, Samir, Emerick i Armin.
Armin:
Ciemnoskóra poczuła się przytłoczona pytaniami skierowanymi w jej stronę, które bombardowały jej zmącony umysł coraz bardziej z każdym następnym zdaniem. Jej zakłopotanie wzrosło, kiedy anielica podbiegła do niej i zamknęła ją w szczelnym, odbierającym dech uścisku. Próbując zaczerpnąć powietrza, usiłowała także zebrać myśli. Coś podpowiadało jej, że znała ową kobietę.
Natomiast była zbyt oszołomiona, aby odwzajemnić uścisk. Chciała powiedzieć coś sensownego, ale po prostu jej umiejętność mówienia została magicznie zablokowana.
- Em... Ja... N-nie... - zdołała wydukać.
Evening Antarii:
-Nieee co? O co chodzi?- Eve próbowała z niej wyciągnąć jakieś strzępki informacji, ale nie dało się. -Nie wiesz co się stało z Marcusem po twoim zniknięciu? W ogóle wiesz kim jestem?- pytała dalej anielica. Antarii delikatnie objęła dawną przyjaciółkę i podprowadziła ją do króla. -Drago! Pamiętasz Armin? To dziewczyna Siliona, mieli syna, ale jego narodziny jakoś negatywnie wpłynęły i na krasnoluda i na maurenkę. Ona zdaje się nic nie pamiętać. Nie wiem czy to dobry pomysł wysyłać ją teraz w miasto- wytłumaczyła wszystko wampirowi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej