Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (92/233) > >>

Patty:
- Tak było - odparła kobieta Mardukowi i wychyliła kolejny puchar wina. Przyjemnie zaszumiało jej w głowie. Rzeczywiście mszalne mocne, stwierdziła z uznaniem - Kryli się w jaskini, dość dobrze uzbrojeni i liczni, łapali okoliczną ludność i trzymali ich w klatkach. Przewodził im jakiś orkowy mutant, większe to to bydle było od typowego orka i o wiele silniejsze. W tej kryjówce był też teleport, podejrzewam zatem że i inne kryjówki są wyposażone w taki system bezpieczeństwa - mówiła Patty również nie tyle Mardukowi, co i reszcie zebranych.

Evening Antarii:
-Wieści z Isgharu od naszych specjalnych wysłanników mogą nigdy nie dotrzeć. Poza tym taka wyprawa zajmie miesiące. Mamy tyle czasu?- broniła dalej swojego zdania.
-Marduk, czy w Zartykanie jest jakakolwiek księga dotycząca magii albo liszów?- spytała Dravena. Każdy bowiem rzucał jakimiś informacjami - wszystko to należało jednak potwierdzić.
-Pójdźmy zbadać w końcu ten skład rudy, może coś się wyjaśni- zaproponowała jeszcze. Potem popiła wina. W międzyczasie do sali weszli jeszcze jacyś ludzie. Dość ważni jak się zdawało, ale anielica ich nie pamiętała. Prócz jednej maurenki.
-To jest Armin! Dziewczyna Siliona aep Mor- Antarii wstała od stołu i podbiegła do dziewczyny. -Ar! Gdzie byłaś? CO się z tobą działo? A Marcus? Teraz musi być już dużym chłopcem!- Eve trzymała Armin w ramionach i wypytywała o wszystko od razu, niecierpliwa odpowiedzi.

Patty:
Słysząc zaś słowa Emericka anielica czuła potrzebę by mu odpowiedzieć i dodać coś od siebie.
- Ty w ogóle wiesz o czym mówisz...? Karczowałeś kiedyś dżunglę, kojarzysz z czym się wiąże tego typu przedsięwzięcie?  Wnosząc z odoru wódy i całego tego obrazu - Patty poczyniła dość ogólny gest, wskazując na zarośniętą i zapuszczoną fizjonomię Bękarta  - Myślę że nie. Siedź zatem na dupie, pij swoje wino i pozwól rozmawiać tym którzy mają o temacie pewne pojęcie.

Nawaar:
Nawaar poczuł się w tym wszystkim skonfundowany! Wszyscy robią co chcą, mówią co chcą a nie skupiają na problemie. Obrady co chwile są przerywane, przez jakieś nowe persony, po prostu zrobił się tu jeden wielki burdel, pozostaje tu jeszcze nasrać i będzie dosłownie wszystko. Cyrk na kółkach, który nie ma zarządzającego batem. Evening ciągnąć ważny temat, porzuca go, by zajmować się koleżanką i tutaj świetnie ukazała się natura kobiet. Mówią jedno, robią co innego to woła normalnie o pomstę do nieba. Ciemnoskóry przestał już się przejmować czymkolwiek zrezygnowany, wolał się najeść i napić dopóki ktoś tego szajsu nie ogarnie.

Marduk Draven:
– Spokojnie, Patty – Marduk wtrącił się.– Wiesz, Emerick. Nie zbudowałem tego klasztoru sam. Ja tylko tchnąłem nowe życie w obrośnięte mchem i lianami ruiny, które znalazłem pośród dżungli – uśmiechnął się lekko.– I jak myślisz, czy karczowałbym lasy wokół klasztoru Bractwa, tym samym ułatwiając komuś obleganie? Pominę resztę tych zarzutów, bo dyskusja z tobą na temat religii jest jak mówienie demonowi, że zło jest złe – machnął dłonią.– Hetman od siedmiu boleści, który robi za byle kaprala. – popił wino, kończąc sucho wywód. I już miał odpowiedzieć Evening, gdy ta zaczęła wyściskiwać maurenkę. Widocznie się znały, nawet bardzo dobrze.
– W katedrze znajduje się duża biblioteka, trochę budowana na wzór tej z naszej siedziby. Kazałem przepisać wiele z naszych ksiąg, pewnie też coś własnego dorzucali. Może znajdzie się tam coś. Nie jest głupim pomysłem, aby się tam udać. Po wieczerzy wybierzemy się tam, ale w trochę węższym gronie. Nie zrozumcie mnie źle, do biblioteki Bractwa mają dostęp tylko jego członkowie i król.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej