Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Samir:
Słysząc słowa anielicy Samir mimowolnie parsknął śmiechem. Całe szczęście nie miał jedzenia czy alkoholu w ustach, toteż nie opluł innych gości. Przynajmniej nie za mocno.
- Przypuszczam że tak by to wyglądało, szanowna anielico - powiedział z uśmiechem mauren - To jednakże tylko sugestia, zresztą moim zdaniem słuszna. Nie wiem co prawda za wiele o tym wrogu, wiem jednak że ludzie mają tendencję do powracania w rodzinne strony i jest prawdopodobne że tam własnie ukrył to czego szukacie.
Marduk Draven:
– Nie jestem przekonany. Ishtar nie jest małe, a nawet armia takich maurenów by miała olbrzymie trudności ze znalezieniem tego, czego szukamy – odrzekł Marduk.– Na razie trzeba się skupić na tym składzie z czerwoną rudą – oznajmił.
Do sali wpadł nagle zbrojny.
- Panie! Do bram się dobija jakiś biedak zarośnięty! – zawołał.- Twierdzi, że jest byłym hetmanem koronnym.
Marduk popatrzył na Dragosaniego i Melkiora z dziwnym uśmiechem.
– Wpuścić i przyprowadzić tu – rozkazał.
Wojak skłonił się i odszedł.
Chwilę potem do sali przyprowadzono, niezbyt grzecznie, bo za ramiona, Emericka, byłego hetmana, który przegrał stety-niestety wybory. W sali zapadła cisza.
Do leżącego krzyżem Mirzaka zbliżył się ubrany skromnie kapłan. Miał łysą głowę i lekko siwą bródkę.
– Za co pokutujesz? – spytał przyjaznym głosem krasnoludzkiego najemnika.
Zaidaan:
- Puść mnie, ochlejmordo! Umiem chodzić!
Krzyknął i wyrwał się z uścisku żołnierzy. No cóż. Dziwnie się potoczyły ostatnie dwa lata jego hetmaństwa. Pełno było w tym alkoholu, burdeli, służby dla ojczyzny, spania, a właściwie to opierdalania się na stołku, no bo co innego może robić Hetman Koronny w czasie pokoju, jak tu wszystko jest jak należy? Noż z nudów można dosłownie oszaleć! A potem przeprowadzają dziwne wybory pod jego nieobecność i pozbawiają go wszelkich tytułów Radnego, przez co spadł na poziom jakiegoś szlachciura z Chatalu. Emerick odchrząknął i strzepał niewidzialny kurz z jego zbroi firmowej prosto spod młota Themo. Rozejrzał się po zebranych i skłonił się w teatralnym ukłonie. Szczerze, to on sam nie wiedział jakim cudem znalazł się tak daleko od stolicy i od swoich ziem, że wylądował w jakimś fanatycznie świątobliwym miasteczku, gdzie Zartat jest nawet w nazwie miasta, ulicach, czy też jest patronem tutejszych budynków.
- Ekhem... Wasza Wysokość, Rado, Aniołowie.. Panowie. Dzień dobry
Najlepsze przywitanie to na pewno nie było, ale Emerick jakoś nigdy nie odnajdywał się w tych dworskich etykietach, więc wysilił się na tyle ile mógł i złożył coś takiego.
Dragosani:
- Nie jesteś przekonany... - powtórzył chłodno wampir. - Nie mamy innych poszlak, więc nie wiem do czego można się tutaj przekonywać. Na takim zwiadzie stracimy jedynie nieco środków, które ja pokryję. Czasu nie stracimy, bo przecież my na wyspie nie będziemy siedzieli z założonymi rękoma, czekając na raport, który może okazać się bezowocny... - Tyradę przerwało jednak nadejście rzekomego Hetmana Koronnego. A to była osoba, której wampir nie widział dawno.
- Emerick. - Drago powitał przybysza, rzecz jasna rozpoznając go. Nie wstawał jednak. Jego honorowe miejsce przy stole było zdecydowanie zbyt wygodne, aby się z niego podnosić.
- Gdzie się podziewałeś tyle czasu? Twój gabinet zdążył zarosnąć kurzem. Planowałem nawet rozpoczęcie poszukiwań.*
*Ale ktoś nie chciał dać namiarów na fb!
Nawaar:
Nawaar miał wtórować za Samirem, ale nagle obrady przerwał ktoś mu zupełnie obcy. Mauren nie znał tego człowieka, ale wydawać się mogło, że był lub jest kimś ważnym, jednakże nie chciał się wtrącać nie w swoje sprawy. Król jako jedyny nie widzi przeszkód w wypłynięciu do rodzinnych stron pary maurenów zwłaszcza, iż pokrywa to z własnej kieszeni. Póki co to zaledwie koncepcja a nie zaplanowana czynność. Teraz jest za dużo zmiennych i lepiej się wytrzymać, aż zakończy się powitanie kolejnego towarzysza broni. Takie rzeczy tylko psują cały koncept wyprawy i niszczą, podjęte wcześniej decyzję to wszystko teraz może potrwać wieki nim, dojdą do konsensusu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej