Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Mirzak aep Rothgar:
Mirzak zniknął przy wchodzeniu do ratusza, korzystając z zamieszania. Dużo myślał, co czasem mu się zdarza. Aż głowa go rozbolała. Miał wyrzuty sumienia, i czuł się z tym źle. Ruszył więc do katedry, Przed jej majestatycznymi drzwiami zdjął buty, wchodząc do środka podszedł do skarbonki na datki i wsypał tam wszystko co miał w sakiewce. Potem podszedł pod ołtarz, wykonał znak miecza i padł krzyżem na posadzkę twarzą do kamiennej posadzki. Modlił się szczerze. Mea culpa...
225-225=0grz
Egbert:
Siedzący niemal na końcu stołu Egbert przysłuchiwał się trwającym rozmową, po raz kolejny korzystając z darmowego poczęstunku. Marduk był gościnnym facetem, to trzeba mu było przyznać. Najemnik chętnie sięgał po kolejne porcje dziczyzny, spróbował też trochę deseru. Alkoholu, jak to miał w zwyczaju, nie tknął. Przeszkadzało mu tylko to, że siedział tak blisko Ashoga. Obaj byli raczej sporych rozmiarów, więc co chwila zderzali się łokciami. Nie pomagał fakt, że Egbert zwykł jeść lewą ręką. Rudobrodego zaciekawiła dopiero oferta Melkiora i to, jak paladyn zareaguje na tę propozycję. Rozsądny dowódca powinien ucieszyć się na wieść o posiłkach, jednak w tej sytuacji odpowiedź Dravena wcale nie była taka oczywista. Niechęć członków bractwa do kompani najemnej z każdą chwilą zdawała się potęgować. Wielu z nich mogłoby mieć problem z zaakceptowaniem następnych dwóch setek Bękartów. To zaś byłoby dla Egberta niezmierne smutną nowiną, bo szczerze chciał zobaczyć Srebrną Rękę w akcji. Słyszał o nich dużo dobrego, nie dalej jak półgodziny temu rozważał nawet dołączenie.
-Mirzak tu z nami nie wchodził, został gdzieś na mieście.
Dragosani:
Dragosani w milczeniu słuchał jak drużyna planuje dalsze działania. Postanowił zabrać głos i znów ich pomęczyć o sercu.
- Przed atakiem MUSIMY wiedzieć gdzie nasz wróg ukrył swoje serce - przypomniał. - To nie jest sprawa, którą możemy zostawić na "zobaczy się jak wyjdzie". - Ostatnie słowa podkreślił miziając w powietrzu dwoma palcami obu dłoni. Jakby rysował cudzysłów. - Wiedza o jego sercu da nam nie tylko możliwość uderzenia w jego słaby punkt, ale także przewagę strategiczną. Może uda się je przetransportować w miejsce, które my wybierzemy, które zwiększy nasze szanse i on będzie musiał przyjść do nas? Może tak, może nie. Faktem jest, że wiedza ta jest absolutnym priorytetem. Aby móc w ogóle zacząć nasze śledztwo, musimy poznać przeciwnika. Jego charakter, jego historię. Wiemy cokolwiek o tym? - Spojrzał na Marduka.
Kazmir MacBrewmann:
- Pytanie jak się dowiemy o lokalizacji, lisze raczej nie chwalą się miejscem ukrycia serca, ani nie piszą o tym w gazetach. Powiedział krasnolud. Uważał że bez tych danych nie powinno ich tu być.
Patty:
- Chwila moment - anielica zmrużyła oczy i odłożyła opróżniony już kielich po winie. Nie pierwszy zresztą - Z tego co mówi Dragosani to nawet nie wiecie gdzie jest serce tego lisza. To jak chcecie go teraz zaatakować? Pomiziać po głowie? Przecież od tego trzeba zacząć, to jest absolutny priorytet. Przeciwko zwykłemu magowi, w takiej kompanii, oczywiście mamy szansę. I to dużą. Ale to przecież lisz, nawet jak odrąbię mu łeb to on się prędzej czy później zregeneruje. I wtedy wracamy do punktu wyjścia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej