Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Nawaar:
Podczas wjazdu do mieściny wszystko wróciło na swoje dawne tory. Układ osób zmienił się i w kompani znów zrobiło się, jakby ciszej. Organizator wyprawy rozmówił się ze strażnikami i dzięki temu mogli, przejechać dalej. Wkrótce nastąpiło powitanie z nowymi członkami wyprawy. Dołączyła kobieta i drugi mauren. Ktoś mógł powiedzieć, że czarno to widzi, ale nie on. Panią kanclerz już poznał jakiś czas temu, ale wolał trzymać się z dala od władzy. Teraz jednak poznał już samego króla, kanclerza, marszałka więcej niż mógł się spodziewać po tej wyprawie. Grunt, że siła bojowa wzrosła dość mocno co powinno dać lepsze morale w drużynie i w samym Nawaarze. Czekał teraz na dalsze instrukcje, gdy powitania się zakończą.
Evening Antarii:
Anielica starała jechać się jak najdalej od bandy zapijaczonych krasnoludów. Wolała już zapach końskiego łajna od zapachu tej zbieraniny niby wojowników. Na dodatek ich "przywódca" twierdził, że Bękarty są bardziej waleczne niż Bractwo, co było śmiesznym stwierdzeniem. W całej tej bandzie rozprzestrzeniały się złe nawyki, brak jakichkolwiek manier, szacunku do potężniejszych istot czy nawet bogów. Bękarty zdawały się anielicy służyć tylko dwóm rzeczom - śmierci i pieniądzu. Żadnych wyższych wartości. Według Antarii tą zbieraninę tworzyły istoty prymitywne, niezdolne do altruizmu, bezczelne i bezmyślne. Nie chciała mieć z nimi wiele wspólnego, nawet jeśli jej wieczne życie miałoby od nich zależeć - wolałaby zginąć. W Bękartach nie dostrzegała ni krzty odwagi, jedynie głupotę i zbędny tupet, czy chęć wzbogacenia się. Bękarty nie były znane z posłuszeństwa czy odpowiedzialności.
Przysłuchiwała się rozmowie Marduka i młodego Tacticusa. Starała się trzymać swoje nerwy na wodzy, dlatego ucieszyła się, kiedy Draven zagroził im powieszeniem. Bękartom należało przekazywać proste komunikaty, gdyż byli prostymi ludźmi, jednak w negatywnym znaczeniu tego słowa. Czy jednak wyznawcy Rashera nie cieszyliby się, gdyby dołączyli rychło do swego pana?
Evening ucieszyła się natomiast, gdy na horyzoncie wyrósł Zartykan. Nigdy tu jeszcze nie była. Miała nadzieję jednak, że będzie to miasto czyste, a jego mieszkańcy pobożni, wdzięczni Zartatowi. Zdziwiła się, gdy pośród ludzi na ulicach dostrzegła czarne skrzydła. Eve zsiadła z konia i prowadząc go za lejce podeszła do rozmawiających króla, Marszałka i anielicy.
-Miło cię widzieć Patty. Co dwie anielice to nie jedna- przywitała się.
Marduk Draven:
- Cóż, chętnie Ci opowiem co i jak, Patty. Przy wieczerzy, gdyż zapraszam na nią. I tak mieliśmy iść w stronę ratusza przywitać się z burmistrzem - rzucił. - Powiem tylko że sprawa powiązana jest z jednym z Twoich zadań, tym w lasach parę lat temu.
Patty:
- Witaj Eve. Dobrze cię widzieć - uśmiechnęła się ciepło do anielicy. Wszak znały się nieźle i dzieliły ten sam uświęcony, anielski stan. Z kompanii zaś pomachał jej bliżej nieznany jej elf, ale dodając dwa do dwóch domyśliła się że to na musi być Melkior. Nie miała pojęcia czemu elfy z rodu Tacticus tak bardzo trzymają się życia że chcą je znosić nawet w innym ciele, ale nie jej to oceniać. Odmachała przyjaźnie, wszak znała się bardzo dobrze z jego ojcem, warto zatem i kontynuować te relację z synem.
- Skoro stawiasz, chętnie coś zjem - odpowiedziała Mardukowi - Wyprawę do lasów pamiętam wyraźnie, wielcem ciekawa jak to się łączy.
Melkior Tacticus:
- Mamy zostawić konie i wozy w stajni Marduke?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej