Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Melkior Tacticus:
- Czyli opierasz się na domyfłach Marfuk. Mówił z pączkiem w gębie. Przełknął popijając miodu. - Wiesz, moi ludzie raczej nie mają sprzętu na walkę z tym ścierwem. Tylko ja mam błogosławiony miecz od Funerisa. Spodziewałem się raczej że Quorthon i jego słudzy nie wyślą mutantów, identycznych jak te z... Sięgnął pamięcią do grimmuaru Aragorna który skopiował i ukrył w podziemiach Bastardo. - Bractwa Ciemności. Obecność przeciwników mogących nas usmażyć piorunem... to zwiększa ryzyko zawodowe. Spojrzał na Egberta i resztę Bękartów, powinni się domyśleć że Melkior ma na myśli to że ich stawka poszła właśnie dwa razy w góre. - Masz tu dość srebra by nas dozbroić?
Nawaar:
Mauren wysłuchał co mają wszyscy do powiedzenia na temat czego, szukał tutaj mag i reszta jego sług. Jednak tak samo wątpił w owe błogosławieństwo jak król oraz elf. - Twój Bóg. Zwrócił się do Marduka. - Nie sprzyja każdemu, także powątpiewam, iż będzie od tak błogosławił oręż komu popadnie. Właściwie nawet nie wiedział czy jego umiejętności na coś się zdadzą do walki z tymi pomiotami, ale cóż grzywny będą musiały się zgadzać mimo, że przyszedł ciemnoskóry prosto z ulicy! - Szkoda, że jego jednym słabym punktem jest wyjęte serce, które jest gdzieś schowane. Bo cóż można o takim magu wiedzieć? Chyba, że wszyscy się chwalą, że go znają i wiedzą co je. Pomijając pytania Nawaar zabrał się za jedzenie, nie ma to jak pieczyste popite miodem nie na swój koszt! Nawet spróbował niecodziennego smakołyku jakim jest pączek, ale po zjedzeniu dwóch był przesłodzony co musiał popić winem dla lepszego ułożenia się wszystkiego.
Melkior Tacticus:
- Wiesz Nawaar, nie czczę bogów a noszę błogosławiony miecz anioła. To zwykła magia, nie boska interwencja.
Marduk Draven:
– Jak wiadomo, to arcylisz. Wiecie podstawy, nieumarły czarny mag. Może być tak, że żyje kilka stuleci, czy może jest nawet starszy od Ciebie, Drago. To daje mu doświadczenie i ogrom potencjalnie niebezpiecznych zaklęć. Ale choć możecie wierzyć, czy nie, uznawać mnie za religijnego fanatyka, to wiedzcie, że właśnie kult Zartata i to co pochodzi od niego jest trucizną dla takich istot. Jest tylko jeden sposób aby się też o tym przekonać. A co do tego, co o nim mi jeszcze wiadomo, niektórzy moi agenci infiltrowali jego szeregi, podając się za kultystów. Jego baza operacyjna musi być gdzieś w gminie Gear. Czytałem doniesienia o dawnym klasztorze Bractwa Świtu. Jest stosunkowo niedaleko K'efir., gdzie była ich pierwsza baza. Ale klasztor był otoczony dziwną, morderczą mgłą. Musieli jakoś ją ominąć. W dodatku, jeden agent, mówił o dużych zasobach czerwonej rudy położonych gdzieś niedaleko miasta Zartykan, Melkior nie śmiej się. Uważam, że tam powinniśmy wpierw uderzyć, sprawdzić stan rudy i jeśli to możliwe, użyć jej. Groty
z niej byłyby skuteczne, bo uniemożliwiałyby używanie magii. W dodatku, możemy wykorzystać część miejscowego garnizonu. – od mówienia zaschło mu w gardle. Napił się więc miodu. – Potem zaś przydałoby się ruszyć w okolice miasta Rudar. Z pomocą tamtejszego, znacznie większego garnizonu możemy ruszyć do klasztoru w Gear. W zamku pewnie znajdzie się jakaś lepsza broń. Trzeba będzie znaleźć sposób na ominięcie mgły. I uderzenie w sercu przeciwnika.
Marduk westchnął też, gdy Nawaar i Melkior dyskutowali o religii, ale nie podjął tematu.
Nawaar:
Mauren oczywiście musiał poprawić nieco elfa, choćby dla zasady. - A wiesz, że niektórzy z was to jest tutejszych nazywają moją krainę baśni tysiąca i jednej nocy, że nawet księgi powstały? Róże rzeczy się w niej działy. Opis starych legend, gdzie oczywiście nie wszystkie są prawdzie, ale każda ma w sobie ziarnko prawdy, bo zdarzają się spotkania z dżinami, czarnoksiężnikami, że o latających dywana nie wspomnę. Zatem i boskie interwencję też muszą być drogi elfie, bo co z tego, że masz miecz błogosławiony jak nie potrafisz go należycie używać, nie wierząc w bóstwo, które mogło tchnąć swoją naturę. Dla ciebie może to być tylko magia dla innych relikwia. Zakończył dysputę, by skupić się na sednie problemu w międzyczasie, pojąc siebie miodkiem. - Czyli tak czy siak nim się dostaniemy do maga trzeba będzie się najeździć, naszukać i nawalczyć to będzie ciężki kawałek chleba nie wspominając już o tej zabójczej mgle. Czarno to widzę. Powiedział mauren w pełni poważny w swych rozmyślaniach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej