Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Marduk Draven:
– Po trupach do celu. Po kolei, eliminując pionki i inne figury dotrzemy do arcylisza – odrzekł jej.– Zawsze znajdą się jakieś tropy, poszlaki, zawsze się coś wyciśnie. Tak jak z herszta K'efir. Melkior chyba dalej ma jego krew – dodał, napił się wina. – Gorzej jednak z zabiciem. Trzeba by znaleźć serce i zniszczyć je.
Melkior Tacticus:
To kiedy ruszamy?
Nawaar:
W co ja się wpakowałem?! Zapytał sam siebie, gdy słyszał słowa o truposzach, demonach i innych cuda wiankach. Takie wyprawy niekoniecznie były w jego klimacie, a zwłaszcza walka z ożywionymi zwłokami jak i magami, których nie można pozbyć się raz na zawsze. - W takim razie lepiej weźmy armię ze sobą, bo niestety mało nas i możemy rozsypać się w proch nim cokolwiek zrobimy. Podzielił się swoją opinią dotyczącą całej sprawy z jego punktu widzenia.
Torstein Lothbrok:
Wielu się nudziło, wielu też osiadło na laurach. Jedną z tych osób był Torstein. Wiking, co było do niego niepodobne, odwiesił miecz i tarczę. ÂŻył i żarł. Roboty nie odpowiadał mu, ciągle powtarzał sobie, że zabierze się do roboty, gdy tylko pojawi się "coś większego". I tak też się stało. Przeczytawszy ogłoszenie udał się do wskazanego domu i zapukał.
Marduk Draven:
Cerbin akurat wracała do domu.
- – Pan do marszałka? Zapraszam. – otworzyła drzwi i wpuściła przybysza.
– Armia jest zbyt wolna i nie posiada elementu zaskoczenia – odrzekł Nawarowi.– Ruszamy jutro o świcie. Zbieramy się tutaj. Mogę zorganizować wspólne śniadanie jeśli chcecie.
Marduk widząc wikinga westchnął i powtórzył całą historię.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej