Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Egbert:
Egbert ucieszył się ze zmiany otoczenia. Zimno przestało doskwierać jak tylko dotarli na tropiki. W tej części wyspy panowała z reguły straszna duchota, a człowiek tracił płyny szybciej niż był w stanie je uzupełnić. Bękart zawsze wściekał się gdy pot spływał mu po czole do oczu. W trakcie hemis nie było jednak tak źle. Po prawdzie, dla najemnika obecna pogoda i temperatura były niemalże idealne.
O tajemniczym biegaczu mężczyzna usłyszał zaś dopiero od Eve. Sam nie dostrzegł go, bo siedząc na wozie za Kazmirem zajęty był obserwowaniem tego, co działo się po bokach ich małego konwoju. Teraz jednak rudobrody zainteresował się niespodziewanym gościem. Za chwilę sprawa powinna się wyjaśnić.
Nawaar:
Nareszcie ruszyli do przodu. Ile mogli oni czasu mitrężyć na zbieranie złomu? Dalsza podróż na południe przebiegła spokojnie, że aż dziw! Widocznie taka grupa Chochoła była tylko jedna, bo na trakcie pustki. Mimo to mauren czuwał czy coś z tyłu nie zaatakuje nagle, ale co nagle to po diable. W sumie mógł sobie nucić jedną ze swoich piosenek do czasu aż przekroczyli granice, jakby mogło się zdać, ponieważ z zimnego, zaśnieżonego otoczenia dojechali w cieplejsze klimaty! Nawaar może nie poczuł się jak w domu, ale jego ciało powolutku rozgrzewało się ubranie z wilka tylko w tym pomagało, lecz to nie była jeszcze pora na ściąganie odzienia do czasu oczywiście. Ciemnoskóry słyszał jak ktoś mówi, że nadciąga do nich i niemal wpadł na wóz, gdyby w ostatniej chwili nie powstrzymał swego naganiacza.
Marduk Draven:
Nieznajomym okazała się dziewczyna. Wyglądała na nie wiele młodszą od Antarii. Była zapłakana i rozczochrana, lecz nawet mimo to, była bardzo urodziwą młódką. Zziajana zatrzymała się przed Evening. W międzyczasie, do anielicy podjechał Marduk.
- Grożą, że go.. zabiją! Musice pomóc! – mówiła zmęczona.
– Spokojnie, tu nie masz się czego bać, jesteś pomiędzy dobrymi ludźmi. Uspokój się i powiedz.
- Mój ojciec jest sołtysem... przyszli do niego jacyś źle wyglądający, obezwładnili go i kazali mu przywołać naszego rycerza, grożąc mi bronią. Ale tatko umie się bić, sam kiedyś wojował i zaczął z nimi walczyć, a ja uciekłam.. po prostu biegłam i zobaczyłam, że ktoś jedzie... proszę... musicie mi pomóc! – wydusiła i zapłakana upadła na kolana. Marduk poznał ją. Nie z wyglądu, ale z opisu. Zsiadł z konia i zdjął hełm.
– Hej, Jagienko. To ja, pan Draven. Spójrz na mnie – ujął ją za policzek i skierował jej twarz ku swojej. – Uratujemy Twojego ojca. Obiecuję.
Objął ją, aby choć trochę ją uspokoić, niestety niezbyt to pomagało. Paladyn westchnął. Zebrał odrobinę energii magicznej i dotknął skroni kobiety.
– Izaar! – szepnął, magicznie usypiając niewiastę. Zdjął szybko pelerynę. Podniósł kobietę wraz z odzieniem, po czym zaniósł na wóz, na którym siedział Melkior. Oblekł dziewczynę swoją pelerynę i położył, odsuwając złom. – Melkior ładuj się z kimś na konia, Egbert tak samo, Kazmir, pilnuj jej razem ze swoją bandą. I niech jej nawet włos z głowy nie spadnie! – rozkazał ostro. – Reszta jedzie ze mną, pędem! – dodał. Wrócił się do Zirael, porwał z ziemi hełm, założył go i wsiadł na koń, po czym puścił pancerną klacz w prędki cwał, nawet nie czekając na resztę drużyny.
Evening Antarii:
Dziewczyna była przerażona. Cóż miała biedna robić? To, że akurat grupa podróżnych była niedaleko, było wielkim szczęściem.
-Chcieli rycerza, to dostaną tuzin zbrojnych- rzekła do dziewczyny Eve, chcąc ją uspokoić. Odsiecz nadchodziła. Choć nie wiadomo jeszcze, z czym będą mieli do czynienia na miejscu.
-Marduk, skąd ją znasz?-spytała, gdy marszałek zaopiekował się już dziewczyną i wracał na swego konia. Anielica także popędziła Caledusa ile sił miał w nogach. Nie było czasu do stracenia, gdy sołtys walczy o życie.
Dragosani:
Dragosani wstrzymał konia, gdy do drużyny podbiegła dziewczyna. Jagienka, jak ja nazwał Marduk. Typowe imię wiejskiej dziewczyny. Sam się nie odzywał, nie było takiej potrzeby. Również pognał konia i pędem ruszył do wioski. Nie było czasu do stracenia. Żądanie "źle wyglądających" było podejrzane. Nie mogli być zwykłymi bandytami, ci nie domagaliby się o przybycie rycerza.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej