Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (4/233) > >>

Evening Antarii:
 Po wojnie ten spokój, który opanował wyspę, był wręcz dziwny. Wszyscy żyli spokojnie, nie niepokojąc nikogo, mało było jakichkolwiek "dramatów" życia codziennego. Eve odnosiła wrażenie, że życie na Valfden powoli rozpędza się. Długi start po wieloletniej zimie. Ciężko rozprostować kości. Wojna wymagała odpoczynku. Wszyscy korzystali z dnia pozbawionego poważnego strachu o swoje życie. Organizacje również były jakoś mniej aktywne, Bractwo zapewne robiło porządki w kronikach i dokumentach, uzupełniało zapasy, mozolnie uzupełniało poniesione straty na wojnie - zarówno w ludziach jak i sprzęcie. Teraz rekruci nie szli od razu na ciężki fizyczny trening, ale mieli też czas na lekturę. Anielicy wydawało się, że to dobra droga. Powolne acz skuteczne odradzanie.
Eve spędzała dnie na lataniu po różnych zakątkach wyspy. Jeśli miała ochotę na kilka słonecznych dni na plaży w Saint-Eatinne w Afes, to leciała tam, bez żadnych problemów z tyłu głowy. Zrelaksowana, szybowała wysoko nad piaszczystymi plażami, by chwilę potem wylądować i rozkoszować się zanurzaniem stóp w ciepłym piasku. Ze znajomymi spotykała się mniej. Zżyła się może trochę bardziej ze swoimi niewolnikami - po prostu miała na to czas, by z nimi porozmawiać. W ten sposób przypomniała sobie o ich prozie życia. O prozie życia, która dotyczy każdego zwykłego mieszkańca Efehidonu czy innego miasta Valfden. Było to przyjemne doświadczenie: martwienie się o to, co na obiad, było tak inne od planowania walki z demonicznymi siłami. Eve, przy pomocy Krixosa i Safry, podszkoliła się nawet nieco w sztuce gotowania.
Przemierzając ulice Efehidonu, Eve natrafiła na ogłoszenie. Marduk, kompan anielicy z Bractwa, szukał kogoś na misję. Dlatego na następny dzień postanowiła odwiedzić marszałka jak najszybciej, by dowiedzieć się o szczegóły wyprawy. Konno przybyła pod posiadłość Dravena i zapukała w drzwi.

Melkior Tacticus:
- Na poważne to to.

Marduk Draven:
Marduk wstał, zaczął przeszukiwać niektóre szuflady. Z jednej wyjął jakiś zwinięty papier. Z drugiej z kolei zapałki i paczkę skrętów.
– Między innymi to. Dochodzą do tego... – odrzekł, czyniąc to, gdy nagle przerwało mu pukanie do drzwi. Cerbin momentalnie udała się do drzwi i otworzyła je. Widok anielicy zdziwił ją, lecz nie dała po sobie tego poznać.
- Dom marszałka koronnego, w czym mogę pomóc? – spytała grzecznie. Marduk, który z pozycji szuflady miał dobry widok na drzwi ujrzał stojącą w nich Antarii.
– Eve? Wchodź! Zapraszam! – zawołał. Cerbin otworzyła szeroko drzwi, tak aby skrzydła anielicy nie haczyły. Orion – sambir – podniósł łeb, wyraźnie zaciekawiony.

Nawaar:
- Szkoda, że to nie był żart, którym chciano mnie przestraszyć. Uśmiechnął się dziwnie na wieść, że to nie jest jedna z tych zabawnych anegdotek. Widocznie przyjdzie maurenowi wziąć udział w czymś znacznie ważniejszym niż polowanie, które swoją drogą było emocjonujące. Na razie, nie miał się czym przejmować i z rozmyślań, wytrąciło go pojawienie się nowej persony, o imieniu Eve?

Evening Antarii:
Anielica już od progu została mile przywitana. Miło zobaczyć znajomą twarz po tak długim czasie.
Evening poprosiła jeszcze służkę o odprowadzenie jej wierzchowca o do stajni, albo chociaż przywiązanie w odpowiednim miejscu, by nie podgryzł żadnych kwiatów w ogrodzie. Po tym weszła do środka i usłyszała rozmowy przybyłych gości.
-Witaj Marduk. Dzień dobry wszystkim zgromadzonym- odparła odpinając lekki płaszcz i zarzucając go o oparcie wolnego fotela. Blond włosy, dotąd uwięzione pod materiałem narzutki, teraz opadały falami na ramiona. Rozejrzała się po pokoju, próbując przypomnieć sobie twarze gości. Widziała nieznajomego maurena i jeszcze jakiegoś człowieka, który baaaardzo jej kogoś przypominał.
-Jeśli ktoś z was mnie nie kojarzy to jestem Evening Antarii - ...już nikt ważny w Bractwie dodała w myślach.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej