Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pirackie porachunki

<< < (10/13) > >>

DarkModders:
A szli tak już dobrą chwilę. Powietrze przesiąknięte doszczętnie rybim fetorem przechodził jego nozdrza na wylot. Tłumy ludzi, przechodzących przez nadbrzeżną oraz marynarze, targający na swe statki towary, ożywiały niewielkie miasteczko. Miał poczucie, jakby już kiedyś tutaj był. Rozglądał się cały czas dookoła podziwiając miejscową zabudowę. No jak nic, coś mi to przypomina! - zadręczał się tym w myślach. Fakt, przypominało mu pewne miejsce i to nie tak całkiem odległe. A było nim Atusel. Te miasta, choć różniły się, posiadały wspólne punkty, które wyglądały wręcz identycznie.
Wreszcie z całego zamyślenia wyrwało go pytanie Tyrra. Było ono oczywiste, przecież nigdy by nie zapomniał o tak ważnej rzeczy. Jej zagubienie spaliłoby całkowicie misję. Zanim jednak odpowiedział Tyrrowi postanowił, że jeszcze raz sprawdzi, czy rzeczywiście ją ma. Sięgnął więc dłonią do kieszeni i zagłębił się w nią. Palce momentalnie wyczuły charakterystyczny papier. Mocno chwycił zawiniątko i wyciągnął je na światło dzienne, przy okazji ukazując je Tyrrowi.
- O tak oczywistych rzeczach rzadko zapominam. - odpowiedział mu na zadane, przez niego, pytanie.

Tyrr aep Nargoth:
W końcu dotarli pod okazały dom w centrum miasta, Tyrr oznajmił strażnikom kto i po co. Wpuszczono ich do środka i kazano czekać w czymś w rodzaju poczekalni, przypominającej mały salon, w orientalnym stylu. Czegoś takiego Szeklan raczej nie widział.

DarkModders:
Przebyli kawał miasta zanim znaleźli się tam, dokąd podróżowali. A było to okazałe domostwo, które w żaden możliwy sposób nie pogardziłoby określeniem - szlacheckiego dworu.
- O kurwa. - wymsknęło się mu. Uważnie zlustrował całe domostwo, od samego komina, aż po fundamenty. Zrobiło na nim nie małe wrażenie. Jego chata w dzielnicy obywatelskiej, przy tym dworze, wypadało dość blado.
- Muszę przyznać, że nieźle się tutaj urządziła.
Tyrr nie odpowiedział mu ani słowa, ruszył w stronę strażników zamieniając z nimi kilka słów. On czekał posłusznie na powrót swojego kompana. A kiedy wyrażono zgodę na ich wejście, wraz z Tyrrem zawitał w środku jakże okazałej budowli. A to, co zobaczył w jej wnętrzu, prawie zwaliło go na kolana. Zaprowadzono ich do małego saloniku, gdzie mieli oczekiwać na zaproszenie do pani Mei. Nie mógł uwierzyć w to, co właśnie widzi. Cudowne dywany, meble wykonane z najwyższej klasy drewna, na dodatek egzotycznego. Jego wzrok wchłaniał każdą cząstkę, którą zdążył pochwycić. Powoli podszedł do stolika, oparł się lekko o krzesło i przyglądając się po raz kolejny pięknie zdobionemu sufitowi, pokiwał z uznaniem.
- Na Rashera, jak żyje, jeszcze czegoś takiego nie widziałem.
A mówił to głosem przepełnionym zachwytem. Z wrażenia, które wywołała na nim wizyta w tej okazałej rezydencji, postanowił usiąść. Odsunął delikatnie krzesło i usadowił na nim swój jaszczurzy tyłek. Teraz nie pozostało im nic innego, jak tylko czekać na formalne zaproszenie od samej właścicieli okazałej willi.

Tyrr aep Nargoth:
- Tinriletańska architektura, nie powiem, ładna. Ale jednak wolę krasnoludzki styl.. Po godzinie oczekiwania w końcu zaproszono ich do gabinetu Mei. Siedziała tam za mahoniowym biurkiem.
- Witaj Tyrr, i ty panie Caved. Czemu zawdzięczam tę wizytę?

DarkModders:
- Jakbym tak kiedyś więcej zarobił, to może też walnąłbym sobie chatę w tym stylu. - powiedział podpierając brodę dłonią. Trochę rozmarzył się, podobało mu się tutaj. Całkiem przyjemne wnętrze, a i zapach unoszący się w salonie także wprawiał w niesamowity nastrój. Koniec końców nawet na moment zapomniał, gdzie się znajduje. ÂŻmudna godzina zdawała się nigdy nie skończyć. Wreszcie, przyszła ta długo oczekiwana chwila - zaproszono ich do środka. Podniósł się więc z krzesła i poprawiając pas ruszył za służącym, dotrzymując kroku Tyrrowi.
Po przekroczeniu progu znaleźli się w niewiele większym gabinecie. Za biurkiem zaś siedziała sama właścicielka tego dworku. Widząc starą kobiecinę jaszczur lekko przymrużył oczy. Całkowicie inaczej ją sobie wyobrażał.
- Jakoś inaczej ją sobie wyobrażałem. - powiedział szeptem, tak aby tylko Tyrr go usłyszał.
Ukłonił się lekko, trzymając swą jedyną dłoń na piersi. Taki był jego szlachecki zwyczaj. Zaraz też przeszedł do konkretów.
- Witaj czcigodna pani Mei. Dziękujemy za przyjęcie nas w te skromne progi, ale nie przychodzimy tutaj miłych i przyjaznych interesach. Moje ziemie zostały najechane przez bandę piratów. Ten stan rzeczy trwa już od kilku dobrych miesięcy i choć wybiłem już setki tego ścierwa w dalszym ciągu powracają na moje włości. Grabią wszystko, mordują i porywają moich ludzi. Czas zakończyć ten proceder, dlatego też przybyłem tutaj wraz z moim przyjacielem. - to mówiąc wskazał dłonią na Tyrra. Kontynuował - Aby raz na zawsze zażegnać ten problem. Wiem, że pani może pomóc mi w zidentyfikowaniu tych łotrów. Przy zwłokach jednego z kapitanów pirackiej floty moi gwardziści znaleźli taką oto mapę.
To mówiąc sięgnął do kieszeni wyciągając z niej mapę. Otworzył ją i podchodząc do biurka, położył ją na niej. Teraz pani Mei miała ją przed swoimi oczyma. Po tej czynności wrócił na swoją pozycję.
- Nie wiem, co to dokładnie za ląd ani gdzie się znajduje ale wierzę, że pomoże nam pani w jej dokładnym zlokalizowaniu i zdradzeniu, kto stoi za tymi bezkarnymi atakami na moje włości. Nic więcej nie oczekujemy.

A tak wyglądała mapa:

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej