Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Nikt nie jest czysty!
Viktor:
-Zwarty i gotowy, możemy ruszać od razu.
Odpowiedział Viktor odwzajemniając uścisk dłoni. Zerkając szybko na sprzęt i bagaże nowego towarzysza doszedł do wniosku, że i on zdążył się już wcześniej przygotować. Dwójce zakonników nie pozostało już więc nic innego jak dosiąść swoich wierzchowców i opuścić bezpieczne mury twierdzy Bractwa ÂŚwitu. Swoją drogą, ciekawe czemu tak wspaniała forteca, mimo tego że musi stać tutaj już od wielu lat, w dalszym ciągu pozostaje bezimienna. Wszyscy mówią o niej po prostu „siedziba Bractwa”.
Najwyraźniej w naszych szeregach brak poetów. Szkoda, że i ja nie mam do tego smykałki.
Nie chcąc marnować czasu, rekrut wskoczył na grzbiet konia i usadowił się wygodnie w siodle. Dosiadając tak potężnego stworzenia, w dodatku zakutego w pełne płyty, człowiek czuł się jakby miał zaraz ruszyć do bitwy, albo zaszarżować na ziejącego ogniem smoka. Podobało mu się to. Już nie mógł doczekać się dnia, w którym zostanie pasowany i być może będzie mógł pozwolić sobie na zakup takiej bestii. Miał tylko nadzieją, że Zartat nie uzna go przez te myśli za próżniaka. Nie marzył przecież o awansie dla samego tylko prestiżu. ÂŚnił o nim od lat, bo czuł że walka ze złem to jego powołanie.
-Powiedz mi sir, byłeś już kiedyś w tamtych stronach? U krasnoludów.
Zagadnął Gascadena, gdy już i on zasiadł w siodle.
Gascaden:
- A więc ruszajmy.
Podsumował i również wskoczył na wierzchowca. Złapał za lejce konia i skierował nimi łeb konia w kierunku bramy. Zwierzę czując, że jego jeździec kieruje jego głowę w stronę wyjścia z bezimiennej siedziby Bractwa, obrócił się resztą ciała w wskazany kierunek geograficzny. Gdy już usiadł sobie wygodnie w siodle, postanowił odpowiedzieć Viktorowi.
- Jeszcze nie miałem okazji, nigdy mnie nie ciągnęło właściwie w góry, gdzie wiecznie jest zimno.
Jaszczuroczłek szarpnął lejcami i dał do zrozumienia wierzchowcowi, by ten ruszył powoli przed siebie. I to właśnie też zrobił. Wraz z Viktorem opuścili bezpieczne i potężne mury Bractwa i znaleźli się na otwartej przestrzeni. Na ubitej ścieżce pomiędzy dwoma szeregami drzew, które tak jak inne rośliny liściaste straciły swoje liście, które położyły się na ścieże tworząc przed jeźdzcami dywan w jesiennych barwach. Gascaden chcąc, by ta podróż nie była taka nudna i milcząca, zagadał do Viktora umilając sobie tym samym podróż rozmową.
- Jak ci się podoba w Bractwie, Viktorze?
Viktor:
-Myślę, że to miejsce dla mnie. Gdy dołączałem miałem pewne wątpliwości odnośnie tego, czy poradzę sobie z tym całym rygorem, dyscypliną, surowymi zasadami... Mówiąc w skrócie, wszystkim tym co składa się na zakonne życie. Na szczęście, niepotrzebnie się martwiłem. Nigdzie indziej nie czułem się jeszcze tak naturalnie. Praca, modlitwa, treningi. To wszystko czego mi trzeba. Po prostu do was pasuję!
Po ostatnim słowie Viktor zrobił krótką pauzę, jakby się nad czymś zastanawiał.
-Chociaż, moglibyśmy chyba obyć się bez pierwszej modlitwy. Mam na myślę tę, na którą zbieramy się jeszcze przed wschodem słońca. Czasem ciężko po niej utrzymać się w siodle na porannych ćwiczeniach jazdy konnej, ha ha ha...
Mówiąc to młody zakonnik musiał schylić się by nie oberwać w głowę gałęzią, która wisiała niebezpiecznie nisko nad traktem. Ogólnie rzecz biorąc, rekrut był w dobrym humorze. To było pierwsze zadanie, jakie otrzymał będąc członkiem Bractwa. Może nie chodziło o ratowanie świata, ale Viktor i tak czuł że robi coś ważnego. Nawet ten chłód będący zapowiedzią nadciągającej wielkimi krokami zimy nie mógł popsuć mu nastroju.
-A co z tobą, sir? Od jak dawna służysz Zartatowi?
Marduk Draven:
Tymczasem, jak na Atunus przystało spadł deszcz. Solidna ulewa, której zimne krople uderzały o łuski Gascadena i skórę Viktora. Rozszalał się wiatr. Jaszczur czuł aż zbyt dobrze chłód - największego wroga jego ciepłolubnej rasy. Wojownicy Zartata wjechali głęboko w leśny trakt. Twierdza Bractwa zniknęła już z ewentualnego pola widzenia.
Gascaden:
- Zupełnie nowy nie jestem, ale starym wyjadaczem też się nazwać nie mogę. Trochę jednak już spędziłem życia w Bractwie, traktuje go już jako drugi, nowy dom, w którym mam nadzieję, spędzę resztę życia w służbie naszemu panu.
Jaszczuroczłek chciał coś jeszcze dodać, lecz niespodziewany atak ulewy i porwisty wiatr przerwał rozmowę. Było Atunus, więc takie diametralne zmiany pogody nie są niczym paranormalnym. W jednej chwilii jest piękne, czyste niebo, a po chwilii potrafi zostać zakryte przez ciężkie, deszczowe chmury i wywołać ulewę. Gascaden mruknął coś pod nosem widocznie zniesmaczony nagłą zmianą pogody, próbował się jakoś okryć, ochronić przed wiatrem i deszczem, ale nie miał za bardzo czym, gdyby wziął ze sobą płaszcz to wyglądałoby to inaczej.
- Może jedźmy trochę szybciej,znajdźmy jakieś schronienie
Zawołał krótko do Viktora i popędził konia, chciał jak najszybciej znaleźć jakąś gospodę gdzie będzie mógł schronić się przed deszczem i ogrzać się.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej