Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Evening Antarii:
-Hmmm... Cóż mogę wam powiedzieć? Bardzo się cieszę, iż mogłam przybyć do was, kiedy Zuesh na powrót staje się piękne, gdy zniszczenia wojenne są coraz mniej dostrzegalne. Wystarczy trochę pracy ludzkiej i kunańskiej, wspartej boską świetlistą mocą, a każde miasto powstanie z gruzów. Czy zechcesz może pokazać nam najpiękniejsze miejsca w Funerze, Karlu? Bardzo jestem ich ciekawa- odparła, z zachwytem rozglądając się po porcie, okolicznych ulicach i budynkach. Naprawdę miasto miało w sobie jakiś urok.
Funeris Venatio:
- Jadła i napitku! - dorzucił jeszcze Funeris, puszczając oczko pięknej kobiecie obok.
- Widzę Twoją troskę, zacny krasnoludzie! Nie bój się, wielkie rzeczy zaczynają się od małych kroków! - powiedział, widząc wzrok skierowany na bryg. A król jest skąpy i udaje, że nie jest królem, chciał dorzucić, ale się powstrzymał.
Dragosani:
Karl wyraźnie rozpromienił się na słowa anielicy.
- Dziękuję, pani. Robimy co możemy! - powiedział. - I oczywiście mogę oprowadzić państwa po mieście. To będzie dla mnie zaszczyt. Kiten! - rzucił do swojego asystenta. - Wracaj do kapitanatu i powiedź Gregorowi, aby mnie zastąpił! No już, leć! Ja nie mam czasu! - Kunanin kiwnął głową, coś tam miauknął i skłoniwszy się aniołom pobiegł do urzędu.
Tymczasem Karl ponownie przeniósł uwagę na skrzydlatych.
- Jadła i napitku! - powtórzył po Funerisie. - I najpiękniejsze miejsca, tak! - dorzucił. - Zapraszam więc. Nieopodal budynku admiralicji jest zacna gospoda. Obsługuje kupców, kapitanów statków i urzędników. Podają tam wyborne owoce morza, a i niedrogo! Zwie się Syreni ÂŚpiew. Zapraszam więc. - Karl wydawał się aż nadto skory do pomocy. No nic tylko korzystać.
Funeris Venatio:
- Dziękujemy Ci niezmiernie, dobry krasnalu. Zartat Ci wynagrodzi za Twoje trudy! - Mam nadzieję, dodał w myśli. Ponownie wziął Evening pod ramię, wskazał ręką Karlowi, by ten prowadził i wszyscy ruszyli. Tłumek faktycznie zaczął się nieco powiększać, ktoś gdzieś tam coś krzyknął, ktoś zdjął czapkę, ktoś uderzył się drewnianym młotkiem w kciuka, klnąc przy tym szpetnie. Funeris rozejrzał się wokół, patrząc gdzie może być Drago, lecz nie widział go w najbliższej odległości, więc wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniami. Wampir ulotnił się, znikając z wszystkim z pola widzenia.
- Droga Evening, jak Ci do tej pory podoba Zuesh? Tuszę, iż odnajdziemy w tym mieście miejsca o wiele ciekawsze niż w tamtym poprzednim, Kenin - rzucił niby do Wieczorka, mając jednak nadzieję, że i Karl to podchwyci. Może uda mu się poruszyć u niego jakąś delikatną strunę związaną z lokalnym patriotyzmem?
Dragosani:
Dwójka aniołów i krasnolud szli przez port. Zaciekawieny tłumek obserwował ich. Nikt jednak im nie przeszkadzał, przechodnie niemal ustępowali im z drogi. O ile krasnoluda nie byłby nawet widać pomiędzy ludzmi i nie-do-końca-ludźmi, to w towarzystwie dwójki aniołów zdawał się jakby rosnąć. Albo tak go rozpierała duma, że to akurat on ma zaszczyt odprowadzać ich po mieście. Ależ będą sąsiedzi zazdrośni!
- Tfu, Kenin - burknął krasnolud. - Byłem tam r... dw... no co dwa miesiące tam jeżdżę. Co za koszmarne miasto! Fuj! Buce tam mieszkają. Niby stolica marchii a wieś jakaś. Nie to co my tutaj! ÂŚwiatowi i otwarci.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej