Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Dragosani:
Kareta wjechała do miasta i zaczęła kierować się ku portowi. Atusel było dość zatłoczone. Jak zawsze w Atunus. Kupcy i inny, którzy mieli jakiś zamorski interes, woleli zdążyć przed nadejściem Hemis. Tak więc i w największym portowym mieście Valfden były tłumy. Kareta wolno przedzierała się w stronę przystani, gdyż Dragosani nie chciał robić cyrku z obwieszczaniem wszem i wobec, że motłoch ma zrobić przejazd dla króla. A kareta sama w sobie niewiele różniła się od wozów innych bogaczy. W Atusel było takowych niemało.
- To się zabawnie składa, Funerisie - powiedział Drago, odpowiadając na pytanie anioła. - Bowiem pani tej gminy siedzi tutaj razem z nami. - Spojrzał na Evening. - W sumie możemy zawrócić i tam pojechać. Popłyniemy twoim statkiem! - Wampir wpadł na ten jakże genialny pomysł. - Co wy na to? - zapytał radośnie.
Funeris Venatio:
- Eee... nie. - Tak po prostu. Nie spodobał mu się ten pomysł.
- Wieczorku, co nie mówiłaś, że przejęłaś po mnie schedę? Baronowa Kadev, no, no... - Zagwizdałby, ale nie bardzo mu to wychodziło, więc nawet nie spróbował. - Grunt, że wszystko zostaje w rodzinie.
Dragosani:
Kareta zajechała do przystani. Tutaj również były tłumy. Wóz przebił się jednak i dotarł do celu. Stanął na nabrzeżu, przed jednym ze statków. Nie był to królewski galeon, lecz zwykły bryg.
- Pora się zbierać, moje aniołki - rzucił Drago i sam się zebrał. Wyszedł z wozu i przeciągnął się lekko. Podróż była wszak niezwykle wyczerpująca. Musieli siedzieć tyle czasu! Podszedł do niego jakiś człowiek, który zszedł z brygu. Wymienił z wampirem kilka słów.
- Rozgośćcie się - Antares zwrócił się do aniołów. Krytycznie rzucił okiem na bryg. - Wygląda niepozornie, ale na pokładzie jest lepiej. Panowie załadują co trzeba. - Kiwnął głową na załogę liczącą siedem osób. Zarośniętych drabów o szorstkich spojrzeniach. Niewątpliwie doświadczonych wilków morskich. - A ja dopnę formalności w kapitanacie. - Spojrzał na anioły. - No chyba, że któreś z was ma chęć za niezapomnianą przygodę w portowym urzędzie. Mogę się poświęcić i odstąpić tę przyjemność.
Funeris Venatio:
- Nie...
Funeris Venatio:
Funeris odwiązał Yodę od karocy i podał lejce jednemu z marynarzy Dragosaniego. Niech oni się zaopiekują jego wierzchowcem. Nie był pewien, czy będzie w ogóle okazja go dosiąść, gdyż on i Evening mieli skrzydła, a Drago... jakoś by sobie poradził. Wziął za to swój miecz, który leżał dotychczas na siedzisku obok niego. Wskazał swojej pięknej towarzyszce podróży kierunek, zapraszając ją pierwszą na pokład. Pełna kultura.
- Jak tam Ci się wiedzie, pani baronowo? - rzucił z uśmiechem, puszczając do niej delikatnie oczko.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej